Co najmniej dwa tygodnie wcześniej niż planowałem przyszedł ostatecznie czas, żeby zjechać z bambetlami na lato do Polski. Z Hiszpanii, dokąd pojechaliśmy w marcu, z krótkim przystankiem we Włoszech, z jedną dwutygodniową przerwą na weselną zabawę na Podlasiu. Wyłączyliśmy lodówkę, zamknęliśmy okiennice i wyruszyliśmy w dwudniową podróż samochodem przez Austrię i Czechy do Warszawy, żegnając Abruzję na zakorkowanej autostradzie A14 i w końcu Włochy kilka kilometrów za Tarvisio. Podróż była długa i męcząca, ale ostatecznie w niedzielę wieczorem dojechaliśmy do naszych Ząbek, gdzie szczęśliwie ledwo co przestało padać.