2024, podsumowanie
Opublikowano: 25.12.2024
Ostatnia modyfikacja: 07.01.2025
Jest koniec grudnia, więc znowu przyszedł czas podsumowań. Jak każdy kolejny rok, ten również był szczególny, jedyny w swoim rodzaju i niepowtarzalny. Były rowery, były podróże, były nowe rzeczy, ale były też wydarzenia smutne i przygnębiające, jak to w ludzkim życiu ma zwyczaj się przeplatać szczęście z nieszczęściem. O ile w 2023 roku podsumowywałem głównie rowering, to w 2024 wydarzyło się w moim życiu znacząco więcej.

Trochę w porządku chronologicznym, a trochę też w podziale na konteksty, co przyniósł rok 2024?
Podróże
Nie jestem typem, który podróżowałby tylko po to, by gdzieś pojechać i takich podróży miałem w tym roku bardzo niewiele. W styczniu pojechaliśmy na kilka dni do Aten aby skorzystać z łatwiejszego dostępu do zabytków poza sezonem turystycznym. Udało się to całkowicie, bez dzikich tłumów zwiedziliśmy zarówno Akropol, jak i ekspozycje w Muzeum Akropolu, a także przeszwendaliśmy się przez wszystkie zakątki starego miasta, jak np. Anafiotikę. Zdecydowanie nie udałoby się tego zrobić w tak przyjemnych okolicznościach, jak w styczniu — niewielka ilość turystów, idealna pogoda i ogólnie niższe ceny niż w sezonie sprawiły, że te kilka dni było naprawdę przyjemne.
Potem przyszedł moment zmiany pracy i trochę ograniczyliśmy podróże. W połowie maja pojechałem na kilka dni w sprawach zawodowych do Szwecji, a pod koniec maja zaczęliśmy nasze poszukiwania domu we Abruzji. Wymagało to w sumie 2 wizyt, zanim sprawa została przyklepana, a gdy wszystko zostało wreszcie załatwione to w listopadzie pojechaliśmy tam już na nowe śmieci. Ostatni raz odwiedziłem Włochy tuż przed końcem roku. Plan był taki, by zapakować samochód pod sufit i przywieźć masę różnych bambetli (a przy okazji odebreć zamówione meble), ale los pokrzyżował te plany bo zepsuł się samochód, więc ta podróż była taka jak wcześniejsze — samolotem do Rzymu i następne wynajętym samochodem do Abruzji.
Rower
Roweru w tym roku było jednocześnie więcej ale i w moim odczuciu również mniej. W 2023 roku jeździłem na poważnie przez pół roku, od lipca. W 2024 z kolei pod koniec września miałem poważny wypadek, który wyłączył mnie z jazdy rowerem na kilka długich tygodni, a potem już była jesień w pełni, ze wszystkimi przykrościami. Oglądając liczby na Stravie widać że przejechałem znacznie więcej kilometrów (4300 vs 1800), jeżdżąc znacznie dłużej (200 godzin vs 90 godzin) i więcej razy (140 vs 80), ale ten całkowity brak aktywności rowerowej od 10 listopada teraz odbija mi się wrażeniem całkowitego skanapowienia.
Obiektywnie patrząc jeździłem więcej, dłużej, dalej i szybciej, kontynuacji tego trendu spodziewam się również w roku 2025, a dodatkowo spodziewam się znacznie podnieść wynik pokonanych przewyższeń, ponieważ przynajmniej kilka miesięcy zamierzam jeździć w górach Abruzji.

Nie jestem w pełni usatysfakcjonowany moimi osiągnięciami rowerowymi, bo plany miałem znacznie bogatsze — w kwietniu nie pojechałem na mój pierwszy 200 km brevet i prawie całą jesień spędziłem na przywracaniu się do używalności po wypadku, przez co nie udało mi się osiągnąć przebiegu 5 tys. km, do którego po cichu aspirowałem. Nie był to twardy goal, więc nie poczytuję tego za porażkę.
Niemalże zapomniałem — kupiłem sobie nowy rower! Fajną, karbonową szosę z szerokimi oponami i wygodną geometrią. Po kilkunastu dniach jeżdżenia miałem na niej wcześniej wspomniany wypadek.
Włochy
Najważniejsze z wydarzeń roku 2024 to na pewno zakup domu we Włoszech. Proces zakupu trwał kilka miesięcy, więc nie zdążyliśmy w 2024 roku za bardzo pokorzystać z naszego nowego nabytku, ale mamy wiele planów na 2025 rok po tym, ile udało się wyciągnąć. Będąc w Abruzji przez 4 dni w maju zwiedziliśmy kawałek regionu od Majelli do Adriatyku, w lipcu spędziliśmy tam 6 dni i głownie oddaliśmy się plażowaniu, a w listopadzie przez 5 dni głównie zajmowaliśmy się doprowadzaniem domu do jako–takiej używalności. Okolica jest bogata w zabytki, ciekawostki historyczne i piękne krajobrazy, więc wiele sobie obiecujemy, zarówno w kontekście wycieczek pieszych, jak i zwykłego zwiedzania. No i ta plaża w Pescarze… Trzeba również koniecznie odwiedzić inne!
Życie
Nie narzekam. Zdrowie może bez szału, ale w każdym razie znośnie, miłość — 300% normy, fitness nie najgorzej, choć jest pole do poprawy. Osiągnąłem najważniejszy cel jaki sobie postawiłem, tzn życie które mnie ubogaca i pozwala mi przynosić radość innym. Było na początku roku trochę zamieszania z pracą, ale ostatecznie wyszło na dobre, mam najlepszy rodzaj pracy, jaki można mieć — czyli nudną. Dobrze płatną, niezbyt stresującą, dającą poczucie, że uczestniczę w czymś ogólnie dobrym.
Zamierzam kontynuować to w przyszłym roku.