Cały tydzień się przymierzałem do tej soboty, kiedy wreszcie wskoczę na rower i śmignę sobie jakiś przyjemny dystans w okolicach 100 km, w nowym kierunku, po nowych drogach, przez nowe okolice do nowych miejsc. Wielkie plany, wielkie nadzieje, mało co z tego wyszło, a po wszystkim wieczorem łaziłem połamany w sumie nie wiadomo dlaczego.