Niespodziewany zwrot akcji
Opublikowano: 19.08.2024
Ostatnia modyfikacja: 07.01.2025
Jeszcze niedawno miałem klarowny plan zakupienia nowego roweru, który miał mnie wozić przez kolejne tysiące kilometrów i dostarczać wiele niezapomnianych wrażeń. Miała to być pewna konkretna szosa endurance z karbonową ramą i do pewnego momentu nie miałem co do tego wyboru większych wątpliwości. A potem zacząłem je mieć i dalej już poszło jak lawina.

Na początek wątpliwości pojawiły się w kontekście napędu: 12–rzędowa stopiątka to świetny napęd, ale z moimi umiejętnościami kolarskimi zwyczajnie drogi w utrzymaniu. Pomimo najszczerszych chęci i ciągłych ćwiczeń wciąż stosunkowo szybko zajeżdżam zarówno łańcuchy, jak i kasety, a w szczególności te ostatnie potrafią słono kosztować. Świetnym rozwiązaniem byłby napęd 11–rzędowy, ale niewiele jest nowych rowerów, które są jeszcze sprzedawane ze starą stopiątką, a już takich które pasowałyby mi geometrią to już w ogóle. Pozostają używki, ale w przypadku używek to oczywiście jest to trochę loteria, bo nie wiadomo na co się trafi. Sytuacja jest patowa, bo ani upgrade z 10–rzędowej Tiagry (która sama w sobie jest rzadkością w karbonowych rowerach), ani downgrade z 12–rzędowej 105 nie ma sensu.
Półkę niżej rowery nie mają już karbonowych ram, tylko aluminiowe. Nadal niezłe, ale jednak zarówno waga większa, jak i mniejsza sprężystość. Włączyłem racjonalizację i ostatecznie wyszło mi, że być może uda się trochę to zniwelować bardziej sprężynującą sztycą i odpowiednio niskim ciśnieniem w oponach. Wraz z aluminiową ramą i niższą grupą osprzętu przychodzi także niższa cena oraz co nie mniej ważne — niższy koszt utrzymania w postaci niższych cen części eksploatacyjnych. Czy wystarczy mi 10 przełożeń Tiagry R4700 z tyłu w odróżnieniu od 11 przełożeń stopiątki R7000? Oczywiście, pewnie nawet nie zauważyłbym różnicy! Nadal są hydrauliczne hamulce tarczowe, takie same są manetki Dual Control, ten sam zakres przełożeń tylnej przerzutki dałby mi te same możliwości w przyrodzie. Jedyny nieoczywisty minus to taki że RD-R4700 jest zwykłą prostą przerzutką, a 105 dzięki słynnej technologii Shadow+ mocniej napina łańcuch, przez co lepiej się sprawuje podczas jazdy w terenie. Muszę sobie szybko przypomnieć kiedy ostatnio jeździłem w terenie i jakie miałem potem przemyślenia.
No ale skoro już pierwszy krok w stronę zgniłego kompromisu został zrobiony, to jaki będzie problem w tym, by wykonać kolejne? Być może wcale tak bardzo te 2 kg więcej nie czynią roweru niejeżdżalnym i może wcale nie ma potrzeby go wymieniać na nowy… jeszcze? Bo kiedyś na pewno przyjdzie ten moment, kiedy naprawdę będzie już potrzeba się go pozbyć i wymienić na inny, ale mam duże wątpliwości czy to już teraz. W płaskich okolicach mazowieckich niezbyt waga roweru przekraczająca 11 kg przeszkadza, ale nie jest kluczowa. Lżejszy jest przyjemniejszy, ale na dziś jeszcze Trabant zapewnia mi wszystko, czego od roweru wycieczkowego oczekuję. No, prawie wszystko. Jeździ znośnie, nie żal go trochę uciorać i nie żal na nim eksperymentować.
I co teraz dalej? Od jakiegoś czasu w stercie części rowerowych czekających na lepsze czasy leży 9–rzędowa przerzutka Sora i odpowiadające jej klamkomanetki. Do tego grupowa przednia przerzutka i korba z blatami 46/30t oraz stosunkowo łagodna turystyczna kaseta 11-34 od Alivio. W połączeniu z nowymi zaciskami hamulcowymi od majfrenda, które obiecują wyraźną poprawę jakości hamowania to może brzmieć całkiem zachęcająco, w końcu mam stojak serwisowy, wszystkie narzędzia i potrzebne do tego umiejętności. Wątpię żeby z Sorą ten rower jeździł lepiej niż z Clarisem, ale jednak będzie miał dość oznak nowości, żeby na jeden sezon mi wystarczyło. A ja w tym czasie będę mógł spokojnie pomyśleć o co mi w ogóle chodzi, bo może chodzi mi o coś zupełnie innego?! Na pewno jedną z opcji jest kolejna aluminiowa szutrówa, o której przypominają mi te wszystkie strade bianche wokół nowego komina, i to pomimo tego, że Boreyszę uważam za totalną pomyłkę.
Tylko te 2 kg… To jest jednak dużo, w szosie nawet bardzo dużo, ale ja już zacząłem mieć wątpliwości i teraz naprawdę nie mam pojęcia co wybrać i jak będzie dobrze. W zeszłym roku w podobnej sytuacji w szale niezdecydowania kupiłem Boreyszę, który jakkolwiek przyniósł mi sporo przyjemności, to jednak był całkowicie nietrafionym zakupem, i to nie tylko funkcjonalnie, ale przede wszystkim pod względem rozmiaru, co odczuwałem również w postaci fizycznego bólu. Rozwiązaniem byłoby pojechać i przymierzyć, ale przez cały sezon zwlekałem z tym tak długo, że teraz w sklepach stacjonarnych nie ma już czego przymierzać i trzeba kupować trochę w ciemno.
Z kolei kilka przejażdżek na Demonie skłoniło mnie do rozważania, czy nie kupić nowszego modelu Domane, również w karbolicie. Obecnie jest to wersja SL5 4 generacji, jak dla mnie poproszę w kolorze Plasma Pearl Grey. Świecą mi się doń oczy, a doświadczenie ze starszym modelem podpowiada, że będzie się na nim cudownie jeździło. Problem? Jedyną sztukę w tym kolorze dostępną w moim rozmiarze znalazłem w Bielsku Białej, chociaż zarówno zielone jak i antracytowe występują w zachęcających promocjach. Trochę to zniechęcające.
To jest nawet gorsze, niż brak pieniędzy na zakup roweru. A posezonowe obniżki dopiero się zaczynają, więc tymczasem ręka na pulsie i oko na promki, bo może się trafić taka, obok której nie da się przejść obojętnie.