
Przez internety przetacza się lawina opowieści z mchu i paproci, jakoby to influencerzy rowerowi wcale a wcale to nie byli na smyczy sponsorów, ktorzy każą im pompować sprzedaż drogich rowerów, bo na każdym rowerze można mieć przyjemność z jazdy (że jakoby również na tanim). A tu, o, mi tramwaj jedzie. Nie oszukujmy się, nie powiedzieliby niczego, co mogłoby choć trochę zdenerwować tych, którzy im płacą.



