Czy to on?
Opublikowano: 11.06.2024
Ostatnia modyfikacja: 07.01.2025
Mam nowy obiekt westchnień, a jest on w kolorze zielonym i zaprząta mój umysł przez cały czas, gdy tylko nie pracuję oraz nie myślę o seksie. Czyli w sumie raptem kilka chwil w ciągu całego dnia, no ale! Idea że mógłbym w ogóle chcieć nowy rower pojawiła się po zakupie i pierwszych przejażdżkach na karbonowym Demonie, który uwiódł mnie swoją lekkością, przyspieszeniem i wrażeniami z jazdy po dziurach.

Jak widać jest to rower szosowy marki Merida, model Scultura Endurance 4000 i jest to najtańsza wersja Scultury Endurance na ramie z włókna węglowego. Napędem jest 12–rzędowe Shimano 105 R7100, a jedynym pozagrupowym elementem jest tania korba 50/34 Shimano FC-RS520 (wyraźnie cięższa od grupowej FC-R7100). Ma wszystko czego oczekuję od mojej następnej szosy (choć może wolałbym 11–rzędowe 105 R7000, no ale z nowymi to będzie trudno taki dorwać), a jedynym dylematem jest teraz tylko rozmiar, L czy XL. Cena ok 11 tys. zł to sporo, ale w porównaniu do Ridleya Fenixa (13,5 tys. zł), Gianta Defy (13 tys. zł) czy Treka Domane (14,5 tys. zł) to wciąż znośnie, nieco tylko wyższa od karbonowej szosy z Deca na Shimano 105 (mają za 8 tys. zł na Tiagrze, ale bez przesady, aż takiej biedy nie ma).
Oczywiście, przeszukałem internety w poszukiwaniu wzmianek o problemach trapiących te rowery, ale nie trafiłem na nic powtarzającego się, jak np. nie trzymający zacisk wspornika siodła w nowych karbonowych Trekach Domane, czy pękające ramy Canyonów Endurace. Pozostaje liczyć na to, że nieodległy salon Meridy będzie się sprawdzał w przypadku problemów eksploatacyjnych.
Geometria tego roweru jest zbliżona do absolutnego topu topów czyli Look 765 Optimum (cena detaliczna w okolicach Ridleya Fenix Disc), co każe mi przypuszczać że będzie on również jeździł podobnie. Sprzedawca w sklepie doradza mi rozmiar XL, ale tym razem nie dam się wkręcić w zakup bez dokładnego przymierzenia, z czym może być problem, bo akurat sezon jest w pełni i rowery ze sklepów znikają na pniu.

Na obrazku powyższym porównuję go do dwóch rowerów, które mam, czyli Trabanta i Demona (właściwie to porównuję wersję 6000, ale wszystkie Scultury Endurance mają identyczne ramy, różnią się jedynie osprzętem). Oba są wyjątkowo wygodnymi szosami o niezbyt długim zasięgu, zapewniającymi lekko wyprostowaną pozycję. Merida w rozmiarze L będzie nieznacznie bardzie sportowa, będąc dłuższą o nieco ponad pół centymetra i o niecały centymetr niższą. W rozmiarze XL będzie o niemal 2 cm wyższa i o półtora centymetra dłuższa, jednak z mostkiem 120 mm jest tam spore pole do manewru — w Boreyszy miałem mostek 90 mm, a fabrycznie był założony 110 mm. Boreysza w ogóle był bardzo usportowioym rowerem, z geometrią zdecydowanie bardziej wymagającą niż każdy inny mój rower. W Demonie mostek mam 110 mm, a w Trabancie nawet 100 mm, ale oba te rowery są w rozmiarze określanym jako L.
Tym czego nie ma na tym porównaniu jest waga, która będzie o 2,5 kg niższa niż Trabanta, bo ma być w okolicach 8,6 kg. To zdecydowanie dobra wiadomość, bo opcji obniżania wagi w tym rowerze będzie co najmniej tyle samo, co w przypadku Trabanta (ogumienie, kierownica, korba, etc.).
To tylko kwestia czasu
Tak naprawdę w tym roku nie zapowiada się, bym miał dużo czasu na jeżdżenie na rowerze przez wakacje. Jest sporo innych przedsięwzięć, sporo planów wyjazdowych, więc rower będzie ograniczony do krótkich przejażdżek w tygodniu i może jednego dłuższego wyjazdu w weekend — o ile w ogóle będę gdzieś z rowerem, bo szykuje mi się również sporo podróży na południe Europy. Stawia to pod znakiem zapytania sens kupowania nowego roweru teraz, w trakcie sezonu, ponieważ bardzo jest możliwe że po sezonie uda się uzyskać tegoroczny model w cokolwiek obniżonej cenie. Nie odczuwam braku środków do jeżdżenia, ani też nie mam jakoś wielkiego parcia na zakup czwartego roweru (w tym trzeciego szosowego!). Ostatecznie i tak wszystko będzie zależało od dostępności, bo przez ostatnie dwa lata branża rowerowa zafundowała nam taką karuzelę, że cały czas mamy zawroty głowy — najpierw szalone podwyżki, potem brak podaży, potem głębokie promocje przy jednoczesnym przesianiu oferty zarówno modeli, jak i rozmiarów. Teraz na początku sezonu dostępność jest bardzo słaba, ale będę trzymał rękę na pulsie.
Oczywiście, jak każdy kolarzysta marzę o nowym rowerze, ale jeszcze przez jakiś czas zapewne uda mi się zwyciężać rozsądkiem pragnienie przeżycia new bike day. Prędzęj czy później ulegnę i będzie wspaniale przejechać się na takiej maszynie.