
Bardzo mi się w tym roku spieszyło w góry i pojechałem tam najwcześniej gdy tylko miało to sens. W pierwszych dniach kwietnia z niecierpliwością sprawdzałem prognozy pogody wypatrując kiedy wreszcie dobowa temperatura minimalna ustabilizuje się przez kilka kolejnych dni powyżej 10°C. Jak się okazało, ocieplenie z początku kwietnia było tylko chwilowe i ostatecznie zmagałem się tam z przejmującym zimnem aż do połowy maja. Temperatury całkiem znośne za dnia szybko spadały, gdy tylko słońce schowało się za masyw górski od zachodu, a po zmroku zimno w domu stawało się nie do wytrzymania.





