Nowy w stajni

Opublikowano: 28.05.2024

Ostatnia modyfikacja: 29.05.2024

demon

domane

rower

trek

Kupiłem (relatywnie) tani używany rower na potrzeby ujeżdżania go na wiosce, pod wieloma względami pierwszy taki dla mnie, jak również pierwszy z takich, do jakich aspiruję — karbonowa szosa na osprzęcie ze średniej półki. Poza kilkoma rzeczami jakie są oczywiste, jak waga roweru, mam też kilka przemyśleń na temat utrzymania sprzętu przez ludzi.

Demon na świeżo

Rower na zdjęciu to Trek Domane 4.5, model z roku 2014. Specyfikacja obejmuje znaczną część grupy Shimano Ultegra R6800 (wyjątkiem są zaciski hamulcowe i montowana fabrycznie kaseta 11-32 z grupy 105 R7000 oraz tania pozagrupowa korba 50/34) oraz karbonową ramę z systemem amortyzacji IsoSpeed, na aluminiowych kołach Bontrager Race o wewnętrznej szerokości 22 mm (ETRTO 22-622). Rower w rozmiarze 58 ma kierownicę o szerokości 44 cm, zewnętrzne prowadzenie linek i stosunkowo wygodne siodło. Wersja 4.5 jest pośrednią między Domane 4 na Tiagrze R4700 a Domane 5 na pełnej Ultegrze R6800. Kupiłem go z płasko-zatrzaskowymi pedałami Shimano PD-M324, na mocno już zużytych oponach Continental Gatorskin 25 mm.

Pierwsza przejażdżka przez 8 km od poprzedniego właściciela do domu była jak do tej pory jedyną, ponieważ postanowiłem jednak doprowadzić go do normalnego stanu, zanim zacznę go w ogóle użytkować. Kupiłem go z zamysłem wywiezienia go na na wioskę i pozostawienia tam, ale do tego i tak bedę musiał go odpowiednio przygotować, co się wiąże ze specyfiką okolicy wioski. Na razie mogę powiedzieć tyle, że rower toczy się fantastycznie, doskonale hamuje na suchym, jest cudownie lekki i zrywny (pomimo tego, że nie ma wyścigowego charakteru), tak że następnym moim nabytkiem będzie nie co innego, jak właśnie karbonowa szosa endurance podobnego rodzaju jak Demon. Nawet spod sterty problemów trapiących ten rower daje się dostrzec, jak fajnie się na nim jeździ. Geometrią odpowiada Trabantowi, może nawet jest jeszcze trochę bardziej relaxed, bo rozmiar 58 jest tak właściwie na granicy dla mnie, mógłbym się również przymierzać do 60.

Stan: o krok od opłakanego

W skrócie mówiąc, rower ma zajeżdżony napęd. Trudno mi teraz powiedzieć od jak dawna nie był regularnie użytkowany, ale zdaje się że użytkownik był świadom stanu napędu. Problemy są nie tylko natury eksploatacyjnej, jak wyciągnięty łańcuch czy pogięty wózek przerzutki, ale również zwykłe codzienne zaniedbania, jak rozregulowana przednia przerzutka, zardzewiałe linki czy sparciałe opony. Z całą pewnością nie jest to stan tzw. nie wymaga wkładu finansowego, ale tego byłem świadom od momentu, kiedy zobaczyłem jego zdjęcia w ogłoszeniu. Pewnych rzeczy jednak nie było widać, na szczęście okazały się dotyczyć rzeczy wymiennych, które i tak po jakimś czasie ulegają zużyciu. Niestety plan zmieszczenia się w kwocie 400 zł z naprawami już legł w gruzach i chyba nie skończy się na 600, a że robię dla siebie, to na pewno nie będę próbował przyoszczędzić. W sumie nawet to już zaszalałem i zamiast kupić tylko wózek na wymianę kupiłem całą przerzutkę Shimano 105 R7000.

Wymienione zostaną opony, znaczna część napędu oraz trochę drobnicy. Co się da ogarnę tym co mam dostępne pod ręką, no ale na niektóre rzeczy będę jednak musiał wydać konkretne pieniądze.

Plan prac

Plan prac jest nieco szerszy, niż tylko wymiana zużytych elementów, a jest to związane ze specyfiką użytkowania i moją anatomią.

Demon półnagi

O oponach wspomniałem, wymienię je na tanie Continental Ultra Sport III o szerokości 28 mm, bo tyle przyjmie zacisk hamulcowy (w ramę i widelec prawdopodobnie weszłoby 30 mm, może nawet 32 mm). Podoba mi się jak jeżdżą w Trabancie, w karbonowym Demonie na pewno będą jeździć co najmniej tak samo fajnie.

Linki i pancerze: wjadą Jagwire ze średniej półki, linki nierdzewne i szlifowane, pancerze z teflonem i smarowane. Sprawdzają się w Trabancie. Dodatkowo leworęczny poprzedni właściciel zamienił stronami hamulce, żeby mu się zgadzało z motocyklem, pierwszy raz się z czymś takim spotkałem. Będzie trochę więcej dłubania i koszt wzrósł o nowe pancerze, może nie jest to jakoś niezwykle dużo, ale wydać trzeba.

W zakresie napędu wymienię łańcuch i kasetę, na szczęście mam te części zakupione kiedyś od majfrenda, miałem je odsprzedać po tym jak mi się zmieniła koncepcja na Trabanta, ale na szczęście jeszcze nie wystawiłem na OLX, więc będą jak znalazł. Dodatkowo wymienię całą przerzutkę tylną na pochodzącą ze 105 R7000. Motywem jest to, że 105 ze średnim wózkiem obsługuje kasety o zakresie 11-34, a nie 11-32 jak obecnie założona Ultegra R6800, a to będzie ważne ze względu na to, że wioska położona jest w górach Abruzji, więc babciowe przełożenie 1:1 będzie jak najbardziej mile widziane. Zębatki korby wyglądają całkiem nieźle, więc prawdopodobnie nie będę musiał niczego z nią robić, ale w razie potrzeby mam dwublatową korbę od majfrenda z zębatkami 46/30, przy okazji może sprawdzę czy przednia przerzutka obsłuży takie małe tarcze. Jak nie, to kolejny wydatek, a przy okazji może sprawię sobie korbę z ramionami 170 mm, żebym miał tak samo jak w Trabancie.

Drugim miejscem gdzie będą poważniejsze wymiany jest kokpit. Kierownica o szerokości 44 cm jest znacząco za szeroka dla mnie, powinienem mieć 40 cm, najwyżej 42 cm. Tu jak na razie nie będzie większych wydatków, bo na początek wstawię oryginalną kierownicę od Trabanta, która ma 42 cm. Do tego owijka od majfrenda i powinno wystarczyć. Klamki Ultegry są bardzo przyjemne w używaniu, ergonomia jest na doskonałym poziomie, a to że teraz trochę ciężko chodzą wynika z zardzewiałych linek. Być może kupię jedynie nowe pokrywy, chociaż nawet od strony estetycznej te oryginalne nie wyglądają źle. Ot, zwyczajne, klamki Ultegry po 10 latach użytkowania.

I co, to już?

Jak na razie budżet już został nieznacznie przekroczony, do tego zapłaciłem 175 zł za nową przerzutkę zamiast 30 zł za sam wózek.

ElementKwota
ogumienie160
łańcuch + kaseta160
linki + pancerze60
kierownica50
owijka50

Jest 480 zł, z wózkiem byłoby 510, z nową przerzutką będzie 650. Nie spodziewałem się problemu z przerzutką, również stan linek okazał się o wiele gorszy niż zakładałem. Gdyby nie to, że sporo części już mam, to stawiałoby to pod znakiem zapytania sensowność całego przedsięwzięcia (zapłaciłem za ogumienie, linki i pancerze, resztę mam albo używaną, albo kupioną niegdyś do innych projektów). Brałem pod uwagę to, że nie wszystko zostanie naprawione używając oryginalnych części, jak również to, że niektóre części będą z odzysku. Ceny takich Domane w lepszym stanie w popularnym serwisie ogłoszeniowym oscylują mniej-więcej w okolicy tego, ile prawdopodobnie wydam na ten rower, więc ostatecznie będę do przodu o ogumienie i może parę złotych na drobiazgi typu owijka czy osłony klamek. Warto? Zapewne tak, bo lubię się grzebać przy rowerach.

Ludzie, wy tak jeździcie?!

Tym co mnie zastanawia jest to, że osoba użytkująca ten rower przez pewnien czas wiedziała, że jest on w kiepskim stanie, że napęd jest rozregulowany, że linki są zardzewiałe. To że opony są sparciałe również było widać, bo zaczęły się siepać z boków (np. wiele egzemplarzy w ogłoszeniach jest sprzedawanych na Gatorskinach 25, prawdopodobnie były one montowane fabrycznie na rynek polski). Problem z hałasującym łańcuchem na rozregulowanej przerzutce został rozwiązany w ten sposób, że użytkownik jeździł tylko na małym blacie, gdzie hałas ten występował w dużo mniejszym stopniu (ale przez zardzewiałe linki nie działało trymowanie przedniej przerzutki, więc i tak był głośny na niektórych przełożeniach). I co? Ten rower 10 lat temu kosztował około 9 tys zł, więc wcale nie tak mało, po czym właściciel go zajeździł — po 10 latach nadal jest w nim ten sam napęd, z którym wyjechał z fabryki. Na szczęście to co najważniejsze, czyli rama jest w dobrym stanie, do tego całkiem znośne aluminiowe koła i część komponentów ze średnio-wyższej półki (Ultegra!), więc nie ma tragedii, ale to nie jest widok, który cieszy serce, bo jazda na rowerze powinna sprawiać przyjemność, a nie przypominać walkę w błocie z anakondą. Pani która w imieniu męża sprzedawała mi ten rower twierdziła, że mąż uwielbia jazdę na rowerze. Ja raczej śmiem w to wątpić, bo mało co jest równie nieprzyjemne jak jazda na klekocie takim jak Demon w obecnej chwili.

Jest jeszcze jedna opcja, która w sumie również wydaje mi się całkiem możliwa do przyjęcia — w pewnym momencie rower zaliczył glebę (o czym może świadczyć stan tylnej przerzutki oraz nie do końca prosty hak) i właściciel odstawił go w kąt, odkładając naprawę do świętego nigdy, być może mając podejrzenie co do kosztów jakie się z tym wiążą. Trochę mi się z tym nie zgadzają ślady uszkodzeń na łańcuchu, który przez dłuższy czas tarł o klatkę przerzutki, ale możliwe że łańcuch nie był również z tych najtwardszych.

No ale ok, już jest u mnie i dostanie drugie życie. Jeszcze przejedziemy razem wiele wspaniałych kilometrów.