2026 rokiem Apulii?
Opublikowano: 01.12.2025
Ostatnia modyfikacja: 15.12.2025
Rok 2025 był rokiem, kiedy odkryłem turystykę rowerową. Dwie kilkudniowe wycieczki wiosną i jesienią rozbudziły mój apetyt na rowerowe przygody w ładnych miejscach, przez co plany na przyszłoroczne wyprawy są jeszcze bardziej bardziej ambitne. Spróbuję jeździć jeszcze więcej, jeszcze dalej i w jeszcze ciekawsze miejsca.

Z tymi “jeszcze ciekawszymi” miejscami to chwilowo jest tylko założenie, bo to głównie od pogody zależy jak ostatecznie będzie, oraz od kilku innych czynników, jak obłożenie w pracy, dostępność sanochodu albo ceny biletów lotniczych i koszty wynajmu auta we Włoszech. We wrześniu miałem pewne uwagi co do atrakcyjności widokowej trasy wzdłuż Adriatyku, a tymczasem zapowiada się, że co najmniej jedna z wycieczek będzie kontynuacją trasy rowerowej BI-6 Ciclovia Adriatica — a może nawet obie?
Ostatecznie mój plan na wschodnie wybrzeże Włoch obejmuje przejechanie całej trasy od Triestu przy granicy ze Słowenią aż do Santa Maria di Leuca na włoskim finis terrae, ale skoro zacząłem od kawałka przy domu, to dalej też będę ją zwiedzał po kawałku, starając się jak najlepiej wykorzystać włoską sieć połączeń kolejowych oraz możliwości dojazdowe, jakie zapewnia mi centralne położenie bazy. Z jednej strony — baza jest w środku Włoch, no ale to również oznacza że wszędzie jest jednakowo daleko. Zupełnie tak samo jak z moją lokalizacją w Polsce, pomijając całe zapieranie dechu w piersiach przez Apeniny w Abruzji. Trochę problematyczne może być dojechanie z Pescary do Triestu (Trenitalia pokazuje mi 9 godzin jazdy z kilkoma przesiadkami, w drugą strobę do Lecce tylko nieznacznie lepiej, bo najwyżej z jedną przesiadką), ale raczej nie będę się upierał na kolejności pokonywania różnych odcinków i skupię się na południu Włoch, bo i tak sporo tam zostanie do objechania — półwysep Gargano, Salento, Tarent, Matera w Basilikacie i całe Molise. Planowałem również kiedyś odwiedzić klasztor na Monte Cassino oraz tamtejszy polski cmentarz wojskowy, co też pewnie będzie kilkudniową wycieczką, bo pomimo że trasa ma tylko niecałe 130 km, to przewyższenia jest jakieś 2500 metrów w górę, a to solidnie da popalić. Na dziś planuję to przejechać na 3 dni, żeby się całkiem nie zachetać.

Oprócz tego do objechania pozostają szerokie połacie Abruzji i Molise. Krótka przejażdżka do Scanno rozbudziła apetyt na objechanie nieodległych masywów Monte Greco i Monte Genzana oraz masywu Maielli, a każda z tych wypraw zajmie mi dzień albo dwa. Do zwiedzenia pozostają duże obszary pobrzeża adriatyckiego w prowincjach Pescara, Chieti i Teramo, czyli nasza kraina wina i oliwek. Na bardziej zdecydowane zwiedzanie czekają zabytkowe miasta nad Adriatykiem jak Ortona czy Vasto, aż do Termoli w Molise.
W kontekście zabytków zwykło się mawiać, że jednego ludzkiego życia nie wystarczy, aby zwiedzić całe Włochy, a w przypadku cicloturismo jest dokładnie tak samo. Rozsądne planowanie trochę utrudnia to, że Włochy są dłuższe niż szersze, więc pomimo mniejszej powierzchni od Polski osiągnięcie końca kraju wymaga pokonania znacznie dłuższej trasy. Póki co skupię się raczej na części południowo-wschodniej oraz centrum, wykorzystując nadarzające się okazje do przejażdżek i zwiedzania. Z niecierpliwością czekam kiedy pogoda w Apeninach stanie się znośna na tyle, żeby nie musieć ogrzewać naszego biednie ocieplonego domku przez całe zimne noce — tej wiosny nastąpiło to już w początkach marca i liczę na to, że i w nadchodzącym 2026 roku będzie podobnie.
A po drodze będę musiał jeszcze kupić samochód, żeby tam dojechać i to zdaje się być niewiele mniejszym problemem.