Pokowidowy kryzys w rowerach

Opublikowano: 08.08.2026

Ostatnia modyfikacja: 08.08.2026

rant

rower

tanio

 

Po kilku latach tłustych w branży rowerowej przyszły lata bardzo chude i trudno się oprzeć wrażeniu, że ich chudość uderza w znacznie więcej podmiotów, niż tylko producenci, dystrybutorzy i sprzedawcy rowerów. Jak każdy kryzys nie jest to sytuacja do śmiechu, ale zdarzają się też zabawne momenty, choć nie wszyscy mają z tego radochę. Najczęściej nie mają ci, którzy w latach 2021-23 kupili sobie nowy rower, a im on był lepszy i z wyższej półki, tym teraz bardziej bolesne jest lądowanie.

Zachód słońca nad doliną Subequana
Zachód słońca nad doliną Subequana

Stosunkowo najmniej bolesne jest dla tych, którzy kupili wtedy rower z zamiarem jeżdżenia na nim aż odpadną koła — nie zaprzeczę, że jest to bliskie memu sercu podejście (i obiektywnie najbardziej proekologiczne). Jedyną przykrością w takiej sytuacji jest świadomość większej niż normalna deprecjacji wartości rynkowej, ale to też dotyczy osób które są wrażliwe na spadek wartości, a nie na to jak rower jeździ i co przynosi funkcjonalnie. Jeżeli więc ktoś kupił rower żeby na nim jeździć, a nie po to żeby go dobrze sprzedać po kilku latach, to tego rodzaju problem w ogóle go nie dotyczy, bo gdy rower ulegnie zużyciu (mechaniczniemu lub moralnemu), to w naturalnym cyklu zostanie wymieniony na nowy.

Tąpnięcie

Nie wiem jaka część osób które zakupiły nowe rowery w latach 2021-23 ma wspomniane wcześniej podejście, ale mam nadzieję że jak największa, bo to co się obecnie dzieje z cenami nowych rowerów nosi znamiona bardzo, bardzo głębokiej korekty. Moją uwagę zwrócił niedawno post z pytaniem o obecną szacowaną wartość rynkową roweru Focus Atlas w wersji 8.7, rok modelowy 2023, zakupiony w 2024 — karbonowy gravel w najniższej specyfikacji z mechanicznym napędem. Rower ówcześnie miał cenę katalogową ponad 16 tys. zł, natomiast w roku 2024 (naocznie zaobserwowane) ten model z poprzedniego roku przy kasie był do nabycia za cenę ok 14 tys. zł w sezonie i ok 11-12 tys. na wyprzedaży posezonowej, która zaczęła się już w sierpniu. Po dwóch latach niezbyt intensywnego użytkowania jego właściciel chciał się zorientować ile zdoła odzyskać przy odsprzedaży, ale tu nastąpiło bardzo bolesne zderzenie z pokowidową rzeczywistością.

Podobne do tego Focusa nowe rowery z bieżących roczników w wyprzedaży, która wcześniej niż w latach poprzednich zaczęła się już w połowie lipca są dostępne od ręki w cenie nie przekraczającej 10 tys. zł, a zwykle jest to przedział 9-10 tys. Z kolei rowery pod markami white label (czyli produkowane na potrzeby marek własnych sieci sprzedaży detalicznej), są do nabycia w cenie około 8 tys. zł. Rower używany, jakkolwiek mało zużyty by nie był, nie jest rowerem nowym, więc i cena za niego musi być odpowiednia. Realistycznie pomimo bycia rowerem markowym — bo nie oszukujmy się, marka Focus jakkolwiek nie całkiem no-name, to do największych brandów rowerowych nie należy — nie może on kosztować więcej, niż nowy rower marki white label, zapewniający podobny poziom wyposażenia. I tu następuje przykra konstatacja, że dobrze będzie, gdy po 2 latach od zakupu uda się odzyskać połowę.

Nie wiem co jest przyczyną tak dużego przewartościowania — czy to że ceny rowerów urealniają się pod wpływem niższego popytu, czy może to z powodu desperacji uczestników rynku, aby się na nim utrzymać. Jak dla mnie jest oczywiste, że stan taki nie będzie wieczny i konieczność utrzymania pewnego poziomu zyskowności spowoduje regulację szalki podaży, więc jeżeli ktoś ma w planie zakup roweru, to teraz jest do tego doskonały moment, bo nowe są dość tanie, a ceny używanych można agresywnie negocjować.

Strony stratne, choć nieoczywiste

Są i tacy użytkownicy rynku, którzy również tracą, choć nie widać tego tak na pierwszy rzut oka. W wyniku starcia z potencjalnym nabywcą uzbrojonym w kalkulator po stronie przegranych są również chińskie firmy prowadzące sprzedaż komponentów direct to consumer, w szczególności karbonowych ram. Przy obecnych cenach nowych rowerów opłacalność zakupu ramy od majfrenda i złożenia sobie samemu roweru jest praktycznie ujemna. Ma to sens jedynie wtedy, gdy chce się zrobić coś niezwykłego, czego nie przewidzieli producenci, np do taniej ramy włożyć absolutnie topowy napęd, albo zmontować rower pod bardzo specyficzne potrzeby. Dla zwykłego użytkownika, nawet na tyle oblatanego w mechanice rowerowej, że złożenie roweru nie jest wyzwaniem technicznym, nie ma to żadnego sensu w kontekście finansowym. Do tego obecne ceny markowych napędów od Shimano i SRAM-a pod znakiem zapytania stawiają opłacalność idei montowania generycznych napędów chińskich, nawet elektronicznych — to gdyby ktoś chciał sobie zrobić lepiej za mniej.

Kontekst osobisty

Ja mój ostatni nowy rower kupiłem w roku 2024, za cenę która nawet dziś nie wygląda przesadnie. Był to Focus Paralane rocznik modelowy 2024, karbonowa szosa endurance w najniższej specyfikacji. Cena katalogowa wynosiła 12 tys. zł, a ja go nabyłem latem w cenie niewiele przekraczającej 9 tys. zł. Dziś (początek sierpnia 2026) ten model z bieżącego roku na tym samym poziomie wyposażenia jest do nabycia za około 9 tys. zł przy kasie, a w ogóle ceny najtańszych karbonowych szos na rynku to jest około 6,5 tys. zł przy kasie. Podejrzewam że gdybym się uparł sprzedawać Helmuta, to musiałbym zaproponować 6 tys. zł jako cenę wywoławczą, a ostatecznie sprzedałbym go za 5-5,5 tys. — szczęśliwie nie jestem aż tak zdesperowany i będę go nadal używał, tak długo, aż odpadną mu koła. Polecam ten styl życia.