Marzec na Costa Blanca

Opublikowano: 21.03.2025

Ostatnia modyfikacja: 21.03.2025

costablanca

hiszpania

rower

Po czterech dniach podróży samochodem i promem dotarliśmy na Costa Blanca przy pięknej, wiosennej pogodzie. Szybko jednak okazało się, że rzekome 340 słonecznych dni w roku w 2025 wypada kiedy indziej niż w marcu. Już następnego dnia zaczęło padać i od tamtej pory przez tydzień mieliśmy więcej dni deszczowych niż słonecznych. Sytuacja zaczęła się poprawiać, ale postępy wiosny wciąż są co najwyżej nieśmiałe.

Mirador
Mirador niedaleko, ale podjazd był morderczy

Bynajmniej nie oznacza to, że cały czas kisłem i nawet nie dane mi było wyjść raz na rower! W weekend mieliśmy bardzo przyjemne okienko z dużą ilością słońca i niewielkim wiatrem, co pozwoliło mi śmignąć parę kilometrów. Szybko też okazało się, że to co odwzorowuje trenażer w żaden sposób nie przystaje do rzeczywistości i moja kondycja nie pozwoli mi się zmierzyć z choćby odrobinę bardziej stromymi podjazdami.

Pierwszego dnia zbyt strome okazało się 14% na podjeżdzie do punktu widokowego na zatokę i wioskę w której mieszkamy. Faktycznie, 14% to jest bardzo stromo, no ale też nie da się ukryć, że po zimie nie mam wiele pary w nogach, a moja wytrzymałość jest pod psem. Dlatego na następny dzień wziąłem sobie dłuższy dystans z mniej stromym (i krótszym!) podjazdem, który jednakowoż także okazał się zbyt stromy. 11% to również okazało się za dużo, i to pomimo że zimą na trenażerze objeżdżałem takie trasy bez większych problemów. Już wcześniej miałem wątpliwości co do wiarygodności odwzorowania obciążenia na trenażerze, ale teraz to już się okazało oczywiste.

Najlepszy dzień z całego tygodnia
Welcome to sunny Costa Blanca!

Kolejne pochmurne, zimne i deszczowe dni dały mi dużo czasu na to, by się zastanowić nad sobą i moim podejściem do jazdy na rowerze. Czy ja w ogóle się do tego nadaję? A może powinienem się ograniczyć do długich, płaskich odcinków z minimalnymi podjazdami? Nie wiem, nie mam pojęcia. Na pewno nie mogę ufać swoim wynikom z jazd na trenażerze, bo tam 12% było zaledwie męczące, ale na pewno nie wybijało mi tętna poza 135 bpm, a tutaj już pierwszego dnia zobaczyłem na liczniku tętno 150!

Na najbliższe przejażdżki zaplanowałem sobie trasy z podjazdami nie przekraczającymi 8-9%, z założeniem że o ile tylko poczuję że jest zbyt stromo, to zrobię sobie wolne od jazdy i podejdę na nogach prowadząc rower. Czy spadnie mi od tego korona? Sądzę że wątpię, i tak stosunkowo mało się przejmuję tym jak wyglądam. Ostatecznie jeżdżę tylko po to, by mieć z tego przyjemność.

Będzie czas się przekonać na ile to wynika z zimowego zastania, a na ile ze zwykłego braku kondycji. Przede mną cała wiosna i początek lata tutaj, a potem od połowy czerwca przez miesiąc wcale rowerowo nie łatwiejsza Abruzja wokół naszej Moliny. Tymczasem w Hiszpanii pogoda wciąż w kratkę i weekendy bynajmniej nie zapowiadają się jakoś bardzo mocno rowerowe, więc poprawa kondycji także nie będzie systematyczna. A miało być tak pięknie!