Focus
Opublikowano: 23.09.2024
Ostatnia modyfikacja: 07.01.2025
Kupiłem sobie nowy rower. Nie Meridę, nie Scotta, nie Treka, nie Gianta. Nawet nie Look, bo przecież i taka była opcja. Tak jak chciałem — rekreacyjną szosę endurance, w pełnym karbonie i z 12–rzędową mechaniczną grupą napędową. Nie całkiem białą, ale wystarczająco jasną. A w dodatku niezbyt drogą. Focus Paralane 8.7, w rozmiarze L, czyli wg producenta 56. Jest fantastyczny.

W ostatnim momencie tuż przed wypłynięciem oferty na Focusa spośród tanich szos w karbonie rozważane były zielona Merida Scultura Endurance, bordowy Scott Addict 30, biały Look 765 Optimum i Trek Domane SL5, za cenę katalogową perłowo–jasno–szary i morsko–zielony w promocji po sezonie. Focus kiedyś tam mi przemknął jak szukałem co jest w ofercie w jasnej tonacji, ale podobnie jak Rose i Canyon zaliczał duże ilości punktów ujemnych za niemieckość.
Bike check
Dokładna specyfikacja jest dostępna na stronie producenta, więc ograniczę się do najważniejszych rzeczy. Rama full karbon, stosunkowo ciężka, producent co i rusz to podkreśla, że jest durable, jakby to miało usprawiedliwić jej wagę (nie jest wyraźnie cięższa od podobnych w segmencie tanich szos w karbolicie). 12–rzędowa mechaniczna grupa Shimano 105 R7100 z absolutnie standardową pozagrupową korbą RS520 (oszczędność kilkudziesięciu Euro za cenę ok 150 g więcej — no ale hej, wszyscy tak robią!). Kaseta 11-36, korba kompaktowa 50/34, ramiona korby 172,5 mm. Kierownica prosta 42 cm, mostek 11 cm, siodło krótkie Selle Boost. Koła to jakieś absolutnie OEM-owe Alexrims, które można znaleźć w wielu podstawowych modelach szutrówek, zdecydowanie nie lekkie, natomiast szczęśliwie przystosowane do montażu bezdętkowego, więc nie całkiem bezużyteczne. Typowo nie tragiczne, ale też dalekie od tego, żeby je nazwać dobrymi. Są okrągłe, kręcą się i na początek wystarczą. Opony to Vittoria Zaffiro Pro 700×32c i pasują do tych kół, to dla nich najlepsze określenie. Jak widziałem w ofertach innych producentów jest to dość typowa propozycja opon 32c na średnio–niższej półce, w sam raz żeby na nich się przejechać w salonie i może wrócić na nich do domu. Niektórzy na nie narzekają, ja je założyłem do miejskiego śmigacza i przejeździłem na nich cały sezon bez większych sensacji, choć to oczywiście o niczym nie świadczy, bo Dżajant jest użytkowany zupełnie inaczej. Jeszcze przez jakiś czas będą moimi głownymi kapciami w Focusie.
W komplecie do roweru jest uchwyt do Garmina/Wahoo/GoPro pod mostek C.I.S., torebka na górną rurę oraz zestaw naklejek ochronnych na ramę. Uchwyt jest mały, zgrabny i stosunkowo skomplikowany w montażu, ale sposób mocowania do mostka/kierownicy każe mi mieć pewne wątpliwości co do stabilności tego mocowania, więc pozostanę przy tradycyjnych uchwytach na obejmę. Torebka pomieści co najwyżej batony i żele (zdecydowanie nie współczesny telefon), a naklejki oczywiście się przydadzą, bo żaden element ramy nie jest oklejony, w tym miejsca na które zwykle spada łańcuch gdy dojdzie do jakiejś awarii. Zarówno torebkę na coś więcej niż baton + żel jak i uchwyt polecam od pana majfrenda, właśnie te, które są widoczne na dołączonych zdjęciach roweru. Nabyć je można na popularnym portalu, a kosztują grosze (torebka ok. 60 zł, uchwyt ok. 20 zł, latarka widoczna pod uchwytem ok 80 zł).

Patrząc na cyferki to rower wygląda niemal identycznie do Trabanta, jest może jedynie dłuższy o pół centymetra i niższy o około centymetr, ale podczas jazdy różnica ta jest zupełnie niewyczuwalna. Gdy się je postawi obok siebie to również wyglądają podobnie. Podczas pierwszej przejażdżki dawała mi się we znaki szeroka kierownica, ale po lekkim obróceniu klamek do wewnątrz krzywo zrośnięty nadgarstek się uspokoił. Siedzi się wygodnie, pozycja jest naturalna, nieco pochylona, ale nawet przy wystającym brzuchu jest jeszcze miejsce, żeby zejść do dolnego chwytu. Myślałem o tym, by skrócić mostek o 1 cm podobnie jak mam w Trabancie, ale tę zmianę zostawię sobie na później, na parę tys. km. później.
Waga 9,5 kg to nie jest szczyt moich marzeń. Dla porównania aluminiowy Trabant waży 11,5 kg, a o 10 lat starszy karbonowy Demon tylko 8,5 kg. Na pewno uda mi się go chociaż trochę odchudzić i temu będzie poświęcony przyszły sezon (oraz znaczne fundusze).
Wrażenia z jazdy
Przez te kilka dni zrobiłem na nim około 100 km, więc wcale nie tak znowu dużo. Jedzie się na nim przyjemnie, zdecydowanie wymaga mniej wysiłku niż Trabant. Siedzi się na nim tak, jak na Trabancie, stosunkowo luźno i w wyprostowanej pozycji, ale jednak nie aż tak wyprostowanej jak w Demonie. Rower zachęca do szybkiej jazdy i rzeczywiście chętnie się zbiera, ale ten zapał po chwili się kończy. Czuć, że sprinty to nie jest to, do czego ten rower został wymyślony, chociaż patrząc na niego z boku raczej tego nie da się wywnioskować. Ten rower rzeczywiście wygląda bardzo podobnie do wyścigowego Izalco Max, ale jeździ jednak inaczej.

W porównaniu do Demona Focus daje zdecydowanie bardziej sportowe odczucia. Moment zniechęcenia do sprintu przychodzi znacznie później, pozycja jest odrobinę bardziej pochylona, a przez to zejście na dropy również przychodzi łatwiej i naturalniej. Możliwe że poprawiła mi się sprawność fizyczna, bo pomimo teoretycznie bardziej pochylonej pozycji nie odczuwam większego obciążenia górnej części ciała przy jednostajnej jeździe.
Czy czuć te dodatkowe 2 zęby na kasecie? W Demonie mam poprzednią generację tylnej przerzutki 105 z kasetą 11-34, kasetę o tym samym zasięgu mam również w Trabancie (z 8–rzędowym Clarisem). Na dużym blacie zasadniczo nie odczuwam różnicy między 36t a 34t przy podjazdach na wiadukty, a na więcej niestety nie mam co liczyć w moich płaskich okolicach, właściwie nie przypominam sobie, żebym w kiedykolwiek normalnej jeździe (nie-szutrowej) musiał zrzucać na mały blat. Natomiast absolutnie fantastyczne jest zestopniowanie kasety CS-HG710, bez wielkich skoków jakie zwykle występują na kasetach szosowych, gdzie małe zębatki są stopniowane co 1, a potem następuje ogromny skok o 6 zębów, co potrafi wybić z rytmu.
Co do wymiany?
Koła. W przyszłym sezonie kupię do niego karbonowe koła od któregoś z panów majfrendów. Do tego odpowiednie opony 32c, żeby przejść na system bezdętkowy. Na tym urwę co najmniej 500 gramów. Oryginalny komplet kół również dostanie bezdętki i jakieś szutrowe opony 700×35c typu semi-slick. Moje doświadczenie z Trabantem wskazuje, że nieczęsto będę ich używał, ale lubię mieć taką opcję w zanadrzu, gdyby zachciało mi się pojechać na jakąś ustawkę po drogach utwardzonych czym innym niż asfaltem.
Korba. Grupowa korba Shimano 105 jest wyraźnie lżejsza od tej bezgrupowej RS520! Jak również znacząco droższa (bez promocji 500 zł vs. 750 zł), ale tym nie będę się przejmować. Producent stara się ukryć te liczby, ale z nieoficjalnych danych ta różnica dochodzi do 150 g na korzyść grupowej, a zapewne będzie to więcej, bo przy okazji również zmienię długość ramion korby na 170 mm, która mi bardzo pasuje w Trabancie.
Rzeczy ze strefy komfortu, czyli kierownica i siodło. Kierownicę już kupiłem, bo wiedziałem że w planach jest nowy rower, który praktycznie na pewno będzie miał dla mnie za szeroką kierownicę — taki urok bycia wąskim gwizdem. Bardzo mi pasuje Giant Connect XR o szerokości 38 cm jaką mam w Demonie, ale trafić taką graniczy z cudem, więc kupiłem nową o bardzo zbliżonych parametrach (Deda Gravel 100). W Trabancie z kolei objeżdżam tanią prostą szosową Uno, również 38 cm i ta również dobrze mi leży. Mam wrażenie, że lekka flara powoduje że moment niepewnej równowagi przy schodzeniu na dropy jest krótszy, bo prostszy jest manewr dłoni, dlatego gdy tylko trafiła się promka na Dedę to kupiłem ją bez ociągania. Siodło również już mam, Selle X3 Boost czyli takie samo jak mam obecnie w Trabancie (zostało mi po Boreyszy), jednak to czy będę je ostatecznie wymieniał to wyjdzie jak trochę więcej pojeżdżę na tym fabrycznym, które również jest boost, czyli krótkie, a główna różnica jest w szerokości i nieco innej geometrii siedziska. Jak do tej pory najdłuższa trasa to było 80 km i siodło poczułem jedynie o tyle, że jest inne, w żadnym wypadku nie powodowało jakiegoś dyskomfortu.
Helmut?!
Niestety, jest to produkt niemieckiej firmy Focus Bikes ze Stuttgartu (fabryka w Cloppenburgu), należącej wraz z resztą niemieckiej grupy Kalkhoff & Focus (d. Derby Cycle) do holenderskiego konglomeratu PON Holdings, który jest właścicielem również Dorel Sports (Cannondale i marki niegdyś znane, jak GT Bicycles czy Mongoose), Cervélo oraz kilku innych marek znanych głównie w Europie, jak Gazelle. Jest to dla mnie mentalna zadra, w sporej mierze osłodzona posezonową zniżką, która wyniosła konkretne 30% wobec ceny katalogowej, dzięki czemu udało mi się ten rower nabyć za nieco poniżej 10 tys. zł. Nie jest to jakoś bardzo wyraźnie mniej niż inne rozważane opcje (może poza Look 765 Optimum), bo zarówno Merida jak i Scott mogłyby być dostępne za podobną cenę, ale w tym miejscu przeważyły względy estetyczne — chciałem mieć rower w jasnej tonacji, a ta opcja była niestety niedostępna: jedna sztuka Treka Domane SL5 w Andrychowie za cenę katalogową 15 tys. zł poważnie namieszała mi w procesie decyzyjnym, ale tak znacząca różnica w cenie jednak wygrała. Niebagatelny wpływ na decyzję miało również to, że miałem możliwość przymierzyć się do konkretnego rozmiaru roweru, czego wagę doceniłem po błędzie jaki popełniłem podczas zakupu Boreyszy.
Na gwałt potrzebuję dla niego nazwy. Chwilowo roboczo nazywam go Helmutem lub Chungusem, ale czuję że to wciąż nie jest ta właściwa nazwa. Jako pierwsze do Paralane przychodzi mi do głowy coś związanego z paraliżem, ale to jednak zdecydowanie złe skojarzenie. Z Focusem coś grzybowego (fungus, stąd obecny Chungus), z Paralane Shirley MacLaine?. To jest dopiero problem.