Trabant - pierwsze wrażenia
Opublikowano: 10.11.2023
Ostatnia modyfikacja: 07.02.2024
Po odebraniu nowego roweru ze sklepu (i paru poprawkach regulacyjnych) urządziłem sobie krótką przejażdżkę wieczornymi ulicami mojego miasteczka, żeby zebrać kilka wrażeń i ustalić co jest pilnego do zrobienia. Rower potwierdził pokładane w nim nadzieje, okazał się stabilny i lekki w prowadzeniu, a zakres koniecznych poprawek i przeróbek raczej niewielki. A przynajmniej taki był na pierwszy rzut oka, bo jak zwykle życie zweryfikowało plany i założenia.
W stanie gotowym do jazdy odbierany ze sklepu rower miał źle ustawione klamkomanetki (odchylenie na zewnątrz o kilka stopni powodowało u mnie ból nadgarstków już po kilku minutach) i to właściwie wszystko, bo wysokość siodła oczywiście trzeba już sobie ustawić samemu. W komplecie były okropnie wyglądające lampki i jeszcze okropniej wyglądający dzwonek, więc w rzeczy samej rower był wyposażony tak, że można nim legalnie wyjechać na ulicę, ale raczej wyłącznie w nocy, żeby tego wyposażenia nie było widać. Pomijając wygląd oświetlenie również nie było z tych najlepszych, ale przynajmniej mandat nie groził. Dokupiłem do niego torebkę podsiodłową z multitoolem i łyżkami do opon w zestawie i ruszyłem do domu. Później w domu okazało się że napęd był cały zawalony smarem konserwującym, bo montażyści nawet nie przetarli nowego łańcucha benzyną ekstrakcyjną, ale na szczęście przejażdżka była krótka i w miarę szybko udało się go doczyścić.

Pomimo katalogowo wyższej masy niż Boreysza (o prawie kilogram!), rower sprawia wrażenie dużo lżejszego, zarówno podczas jazdy, jak i zwyczajnie unosząc go w rękach. Na drodze prawdopodobnie wynika to z węższych opon (szosowe 28 mm vs. szutrowe 37 mm), ale nie mam pojęcia czemu ten dodatkowy kilogram jest zupełnie niewyczuwalny w rękach. Rower przyspiesza żwawo, choć demonem szybkości bym go nie nazwał. Zmiana przełożeń w stylu Microshift wymaga przyzwyczajenia - w klamkomanetkach Shimano dźwignia pod klamką przesuwana do wewnątrz zrzuca przełożenie na zewnątrz, w MS robi się to małą dźwigienką z zewnętrznego boku klamki, z kolei w MS ta dźwignia służy do wrzucania przełożenia do wewnątrz, co w Shimano robi się przez naciśnięcie w bok samej klamki. Przez około 30 minut jazdy nie weszło mi to w odruch i przed każdą zmianą przełożenia musiałem się chwilę zastanawiać. Niestety cena nowych klamkomanetek do Clarisa R2000 czyni wizję wymiany zupełnie nieopłacalną, bo byłoby to około 1/4 wartości całego roweru. Inne chińskie systemy również nie przypominają Shimano, a raczej naśladują konkurencję japońskiej firmy: L-TWOO też ma przycisk do przerzucania w kierunku na zewnątrz z boku, tyle że od wewnętrznej strony (podobnie jak Campagnolo), a w dodatku jest on mały i często trudno jest do niego dosięgnąć. Z kolei Sensah ma tylko jedną dżwignię do wszystkiego (podobnie jak SRAM) i funkcje obsługiwane są przez różny stopień wychylenia do wewnątrz, co mnie odrzuca, więc właściwie sytuacja jest patowa i będę się musiał przyzwyczaić zarówno do odmiennego działania dźwigni, jak i do guzika obok dźwigni. Ergonomicznie lepiej mi się obsługuje klamkomanetkę Microshift, bo nie wymaga ona dużego zakresu ruchu prawej dłoni, a ja po złamaniu kości nadgarstka mam problem z ruchliwością w tym stawie, więc tym bardziej rozwiązanie jak w Sensah czy w SRAM będzie dla mnie kłopotliwe, a przycisk na klamkach L-TWOO jest położony tak, że trudno jest mi do niego dosięgnąć. Kolejne ograniczenie starego dziada.
Sama zmiana przełożeń wykonuje się co najmniej zadowalająco. Być może zespół napędowy z czasem się ułoży i będzie się zachowywał nieco bardziej kulturalnie, bo taki całkiem świeży jest dość twardy i przenoszeniu łańcucha na kasecie towarzyszy pewien hałas, którego nawet w najtańszym w Shimano GRX nie uświadczysz. Nic nie chrzęści ani nie zgrzyta, ale jest jednak głośno. Przełożenia wchodzą zdecydowanie i mimo wszystko precyzyjnie, więc nie jest źle, ale bardzo dobrze jednak też nie. Jeździć, obserwować.
Podobnie zadowalająco działają hamulce, oczywiście zadowalająco jak na najtańsze mechaniczne hamulce z jednym tłoczkiem. Ich sprawność określiłbym jako poziom przeciętnych v-brake lub słabych hamulców szosowych dual pivot. Zamierzam jeździć z nimi tak długo, jak tylko się da i mam nadzieję że nie zatrują mi życia koniecznością ciągłej regulacji, ale w razie czego jestem gotów wymienić je na hybrydowe mechaniczno-hydrauliczne. Mógłbym im pomóc w dotarciu się, ale procedura jest na tyle upierdliwa i długotrwała, że szkoda mi na nią czasu w jesiennych warunkach, kiedy każda godzina zdatna do jazdy jest na wagę złota.
Niektóre akcesoria czuć że zostały dobrane ze względu na cenę i o tych kilku rzeczach naprawdę można powiedzieć że feels cheap: owijka kierownicy i siodło. Owijka jest cienka, twarda i nieprzyjemnie chropowata, a czuć to nawet przez rękawiczki. Z kolei siodło ma wymiary dostosowane do osoby młodszej i mimo wszystko chyba jednak szczuplejszej ode mnie, bo nie daje mi zupełnie podparcia z tyłu, a do tego jest bardzo długie, co dla mężczyzn w moim wieku może już być kłopotliwe. Zapewne skończy się na zakupieniu takiego samego siodła jakie mam w Boreyszy, bo ono jest teraz dla mnie wzorcem wygody.

Z owijką kierownicy może być trochę więcej zachodu, bo nigdy nie wymieniałem tego elementu i również nie mam wiele doświadczeń z owijkami, więc trudno mi powiedzieć które są dobre a które słabe bez dotykania ich. Przy którymś zamówieniu od majfrenda dołożyłem sobie do koszyka owijkę która miała niezgorsze opinie, a że była tania, to nie szkoda mi będzie jej zepsuć podczas nieumiejętnego zakładania, jeżeli coś pójdzie nie tak. Z czerwonym akcentem, bo nie było pomarańczowego, choć zastanawiałem się też, czy nie wziąć niebieskiego. Owijek nigdy dość, zwłaszcza w perspektywie wszystkich spodziewanych modyfikacji.

Kierownica również nie jest wzorem wygody, ale to zapewne w tej chwili jest potęgowane faktem, że w Boreyszy kierownica ma szutrową flarę do której się przyzwyczaiłem i nie jestem przyzwyczajony do prostego baranka roweru szosowego. Trochę mi nie pasuje ułożenie klamki prostopadłe do płaszczyzny podłoża, wygodniej chyba mi się jeździ gdy szczyt klamki jest lekko pochylony do wewnątrz, jak w szutrowych kierownicach. Co do ergonomii samych klamek to sprawiają one wrażenie cienkich, uchwyt klamek Shimano jest znacznie pewniejszy i dłonie mają lepsze podparcie. Jeździć i obserwować, w razie czego wymieni się kierownicę lub klamki. Najlepiej byłoby na jakieś oryginalne Shimano, ale wątpię żeby udało mi się kupić takie za rozsądną cenę.
Pierwsze przeróbki
Tak jak zapowiadałem wcześniej, pierwszą przeróbką jakiej miałem dokonać jest wymiana wkładu suportu na Shimano BB-RS501 (a za tym również wymiana korby na zgodną systemem Hollowtech 2). I tu pojawił się pierwszy problem, który zburzył wizję dokonania zmian szybko i sprawnie - plastikowy gwint starego wkładu od strony napędowej po około 10 km jazdy wpiekł się tak mocno w aluminiową ramę, że nie udało mi się go wykręcić używając wyłącznie klucza. Walczyłem z tym cały wieczór i ostatecznie po zajechaniu uchwytu klucza we wkładzie odłożyłem sprawę na trochę później, do czasu skompletowania wyposażenia specjalnego. Wkład jednak nie poddał się skręcaczowi i nie udało mi się go wykrecić w całości, więc po rozwierceniu i wybiciu osi młotkiem rozmiękczyłem plastik mini-opalarką i ostatecznie przygotowałem mufę do montażu nowego wkładu suportu. W tym czasie absolutnym przypadkiem w moje ręce wpadła dwurzędowa korba od Clarisa R2000 z dużą zębatką w raczej kiepskim stanie, ale że rower nie jest chwilowo używany do jeżdżenia, to zamówiłem od majfrenda pasującą zębatkę 46T i odłożyłem korbę od Sory na później, do czasu wymiany napędu na 2×9 — obecnie jest tam odpowiadające Clarisowi 2×8, ale kto wie jak ten rower skończy. W ustatkowaniu ani trochę nie pomaga wiedza, że fabrycznie zamontowana piasta będzie w stanie przyjąć kasetę 11s, a z taką ilością przełożeń z tyłu to szkoda się nie pokusić o napęd 1× — doceni to każdy kto chociaż raz próbował wyregulować przednią przerzutkę.
Wszystkie zmiany w napędzie, które nie będą wymagały poważnych modyfikacji to będzie etap pierwszy. Będę kombinował z przełożeniami korby, możliwe że także zmienię kasetę, ale wszystko to bez zmieniania klamek, przerzutek i rodzaju łańcucha. To ewentualnie któryś z dalszych etapów. Tymczasem spróbuję się trochę nacieszyć tym, co w zakresie modyfikacji napędu udało mi się już osiągnąć, a nacisk położę na poprawę ergonomii i ogólnej użyteczności roweru.
Efekty
Po wymianie suportu i korby oraz dokonaniu kilku niezbędnych regulacji rower jedzie jak zły. Pomijając moje indywidualne odczucia wynikające z przyzwyczajeń lub osobniczych ograniczeń takich jak wiek czy przebyte urazy jest to rower bardzo wygodny i przyjemny. Jest zwrotny, ale nie nadmiernie i prowadzi się spokojnie, pozycję zapewnia lekko wyprostowaną, ale również bez przesady, nie jedzie się na nim jak na barowym stołku. Chętnie przyspiesza, ale nie na tyle by mogło to wzbudzić niepokój u początkującego, jest szybki, ale też nieprzesadnie. Od strony mechanicznej ma tylko jeden, łatwy do usunięcia mankament (hamulce), ale poza tym zachowuje się wzorowo. Jego katalogowo sporej wagi nie czuje się podczas jazdy, a całość sprawia wrażenie przemyślanej pod kątem tego, czym ten rower dla potencjalnego użytkownika ma być.
Myślę że czeka nas jeszcze wiele miłych kilometrów przeturlanych razem.