Projekt Triban

Opublikowano: 31.10.2023

Ostatnia modyfikacja: 07.02.2024

decathlon

projekt

rower

tanio

trabant

W ramach projektu zimowego kupiłem najtańszy sensowny rower szosowy z Decathlonu, Triban RC120 Disc. Po promocjach i zniżkach kosztował mnie 2500 zł i mając o nim sporo informacji postanowiłem zrobić z niego szybką dojazdówkę na przyszłe sezony.

Triban RC120 Disc

W recenzjach na świecie rower ten jest ogólnie bardzo chwalony, bo pomimo kilku kompromisów wynikających z ograniczeń budżetowych, dostarcza wszystkiego, czego się oczekuje od pierwszej kolarki, a nawet znacznie więcej, przy czym będąc wdzięczną bazą do przeróbek. Ludzie najczęściej przerabiają je w kierunku uterenowienia lub traktują je jako rowery do szybkich dojazdów w okolicach podmiejskich, zmieniając w nich głownie ogumienie i detale akcesoriów, ale nawet jako rower wykorzystywany typowo szosowo zbiera również bardzo dobre recenzje.

Mnie się w tym rowerze podoba prostota jego konstrukcji i dobrze przemyślany dobór komponentów (o wyjątkach za chwilę, ideały nie istnieją) tak, by obniżając koszt zachować jednak wysoką funkcjonalność — rower ma karbonowy widelec, znośną szosową przerzutkę, obręcze przystosowane do systemu bezdętkowego i sprzedawany jest z całkiem niezłymi oponami. To z czego zrezygnowano jest stosunkowo mało istotne dla jego funkcjonalności, natomiast nie jest trudno dostrzec również dobre strony tych decyzji: zewnętrznie poprowadzone linki znacznie ułatwiają serwisowanie, a użycie osprzętu Microshift zgodnego mechanicznie z komponentami Shimano zapewnia dobrą dostępność części zamiennych, w tym pochodzących od chińskich przyjaciół zamienników o dziwnie brzmiących nazwach. Praktycznie wszystkie elementy są łatwo wymienne, a jedynym nie przystającym do tego elementem jest sposób montażu przerzutki tylnej bezpośrednio do ramy, a nie do haka z miękkiego metalu. Pozostaje mieć nadzieję, że w razie upadku na stronę napędową tylna przerzutka okaże się miększa od ramy i to ona ulegnie zniszczeniu, a nie rama, bo ostatecznie chyba lepiej jest wydać 70 zł na nową tylną przerzutkę, niż kolejne 2600 zł na cały nowy rower. W sumie byłby to niezły temat gdyby ktoś zechciał spytać projektantów pracujących dla Decathlonu co właściwie nimi kierowało, gdy zdecydowali się na tę oszczędność wartą w sumie z robocizną może €1. To samo rozwiązanie zostało zastosowane w kilku tańszych modelach z przerzutkami tylnymi Microshift (na przykład w najtańszym Tribanie RC100 z przerzutką Shimano Tourney już nie), więc zdecydowanie nie był to przypadek.

Dłubbing

Jest w tym rowerze jedna jedyna rzecz, którą wymienię nie czekając aż się zużyje, bo jest zwyczajnie zła: wkład suportu. Rower sprzedawany jest z bardzo dziwnym super-budżetowym wkładem na kwadrat, który ma gwintowane fragmenty zrobione… z plastiku. Samo w sobie nie jest to bynajmniej rzadkością w tanich marketowych produktach, ale po globalnym dostawcy tego się nie spodziewałem, zysk wyniósł zapewne kolejne €1. Co się z tym zaczyna dziać już po kilkudziesięciu kilometrach to nie trzeba dużej wyobraźni, żeby sobie unaocznić, a pierwszą rzeczą jaką się zauważa jest falowanie kasety (wynika z niestabilnego osadzenia suportu). Serwis Decathlonu mówi że ten typ tak ma i rzeczywiście, jak się wymieni suport na nowy tego samego typu, to sytuacja jest identyczna, bo należałoby wymienić na bardziej sztywno osadzony, choćby któryś ze sprzedawanych pod własną marką po 45 zł w detalu. Dlatego zanim w ogóle zacznę na nim jeździć (nawet w celach testowych), to wymienię mu wkład na Shimano BB-RS501 Hollowtech II, a do tego dostanie korbę z grupy Shimano Sora R3000, którą udało mi się okazyjnie nabyć. Najprawdopodobniej również wymienię największą tarczę korby z 50T na 46T, co odpowiada zwyczajowemu rozmiarowi dużego blatu w dwublatowych szutrówkach (mam taki w Boreyszy i bardzo mi odpowiada). Oryginalnie jest 48T, więc jeżeli będę chciał zostać przy 50T to możliwe że również będę musiał wymienić łańcuch (zmiana tarczy na 46T wymaga skrócenia łańcucha), ale wszystko to nie są jakieś wielkie wydatki. Przeznaczeniem tego roweru jest zarówno szybkie pokonywanie płaskich odcinków, ale również podjazdy — i pod tym kątem będę mu dobierał przełożenia. Niczego więcej nie zamierzam w nim wymieniać aż do wiosny, kiedy zacznę go nieco bardziej eksploatować i wtedy się okaże, czy coś mi w nim przeszkadza.

Sorka

Zanim wyruszę nim na dłuższą wycieczkę z sakwami prawdopodobnie będę również potrzebował przyjrzeć się możliwości poprawienia sprawności hamulców. Czy wymienię zaciski na mechaniczne wielotłoczkowe, czy na hydrauliczne uruchamiane linką - taką decyzję zapewne podejmę po krótkiej eksploatacji z oryginalnymi zaciskami z fałszywym tłoczkiem. Opinie o nich są raczej dobre, ale testujący nie obciążali roweru jakoś szczególnie — a ja nie dość że lekki nie jestem, to do tego dojdzie jeszcze jakieś 20 kg bagażu, tak że spokojnie limit 120 kg wagi zostanie osiągnięty. Zanim pojadę gdzieś dalej z sakwami, to na pewno sprawdzę działanie hamulców pod zbliżonym obciążeniem żeby nie było wiekszego zaskoczenia.

Inną często modyfikowaną rzeczą w tym rowerze są opony — wiele osób wstawia do nich opony o szerokościach spotykanych w szutrówkach (z przodu nawet 40c, z tyłu najczęściej 35c), jednak o tym pomyślę dopiero wtedy, gdy przyjdzie czas wymienić te, z którymi go kupiłem. Szerokość 28c wydaje się na tyle komfortowa, by wymiana na szersze nie była pilną potrzebą, chociaż rzeczywiście do przewidzianego typu eksploatacji bardziej pasowałyby szersze, w okolicy 32-33c. Ten rower będzie głównie jeździł po asfalcie, okazjonalnie jedynie zjeżdżając na drogi utwardzone czymś innym, ale wciąż utwardzone, więc jest szansa że oryginalne ogumienie okaże się całkowicie wystarczające. Na pewno rozważę przejście na system bezdętkowy gdy przyjdzie czas wymienić opony — obręcze są już do tego przystosowane, więc żal byłoby nie skorzystać.

No to w końcu ile?!

Na początek 300 zł, bo tyle kosztowały mnie nowa korba z oryginalnym suportem Shimano BB-RS501. Jeżeli łańcuch okaże się za krótki a ja będę chciał zostać przy tarczy 50T, to kwota wzrośnie do 350 zł, a jeżeli będę chciał wymienić tarczę na mniejszą, to wzrośnie do 370 zł, bo mniej-więcej 70 zł kosztuje tarcza 46T do korby szosowej z grupy Shimano Claris (około 50 zł zapłacę za sensowną tarczę z Aliexpress). W sumie dopóki nie zacznę dłubać z hamulcami to moje łączne koszty nie powinny przekroczyć 3000 złotych — wiele osób narzekało na owijkę i siodło, ale to są sprawy indywidualne i zanim się na te zmiany zdecyduję to sprawdzę jak się sprawdzają oryginalne akcesoria (w razie czego mam jeszcze siodło Selle X-Base, które zdjąłem z Boreyszy…). Niestety zmiana hamulców czy opon jednak przekroczy te zakładane 3000 zł, ale pocieszam się, że będzie finansowana już w następnym, 2024 roku, a więc również i z nowego budżetu. No i jak zwykle pewnych oszczędności można szukać dobierając potrzebne części na Aliexpress, np. zaciski hamulców tarczowych.

Kwota 3000 zł nie pojawiła się przypadkowo, ponieważ taki był mój pierwotnie zakładany budżet na ten rower. Rozważałem również zakup roweru używanego, ale mało który z dostępnych miał to, co dla mnie miało kluczowe znaczenie — punkty mocowania bagażnika pod sakwy oraz możliwość montażu stałych błotników, jednocześnie będąc rowerem typowo szosowym z kategorii road+, czyli z możliwością założenia choćby trochę szerszych niż typowo szosowe opony (>25c). Z kolei z nowych mało który wszystkomający mieścił się również w kwocie, jaką zamierzałem na ten rower wydać, bo były to bieda-szutrówki na szosowych grupach osprzętu, jednak cały czas wyceniane drożej od podobnie wyposażonych rowerów szosowych z powodu mody na gravele. W tej sytuacji nawet wybór między pierwszym a drugim był między dwoma rowerami z Decathlonu: szosowym RC120 i szutrowym RC120 GRVL, ale to co wnosiła wersja szutrowa nie było dla mnie warte prawie 1000 zł więcej (możliwość montażu jeszcze szerszych opon i tylna przerzutka z dodatkowym napinaczem łańcucha), a niektóre rzeczy praktycznie go dyskwalifikowały (napęd 1x10). Tak samo jak w szosowym RC120 byłaby konieczna wymiana suportu — ale dodatkowo również kierownicy, bo oryginalna w rowerze w rozmiarze L ma szerokość 44 cm, a maksymalna szerokość dla mnie to 42 cm i przy szerszej bolą mnie ręce. Prawdopodobnie skończyłoby się na 4 tysiącach zamiast 3, co samo w sobie może nie jest wielką kwotą za nowy rower, ale jednak w świetle moich potrzeb wydaną bezsensownie.

Co oczywiście nie znaczy, że RC120 GRVL jest słabą opcją - gdybym z moją obecną wiedzą rozglądał się za nową szutrówką, to byłby moim pierwszym wyborem. Tyle tylko, że to rower do czego innego, niż akurat jest mi potrzebny w tym momencie.

Ale po co to komu

A mam taką jedną rzecz do objechania…

Moim celem na rok 2025 jest przejechanie trasy z Lizbony do Santiago de Compostela, początkowo z Lizbony do Porto szlakiem Euro Velo 1, a następnie od Porto drogą Camino Portugues da Costa. Kilka lat temu planowałem przejść pieszo odcinek z Porto do św. Jakuba z Compostela na moje 50-te urodziny w 2021 roku, jednak los pokrzyżował te plany za pomocą pandemii SARS-CoV-2 i musiałem odłożyć to na później. Teraz powracam do rzeczy, których nie zrealizowałem, a jedną z nich jest pielgrzymka do Santiago de Compostela. Przyszły rok poświęcę na przygotowania, zbudowanie formy i skompletowanie wyposażenia (wielkie określenia na zwyczajny trening, wymianę kół na mocniejsze i okołopodróżną logistykę), tak by w drogę móc wyruszyć w kwietniu 2025 i do Santiago dotrzeć w okolicy moich urodzin.

No i przede wszystkim — dla funu.

Funbike

Pierwszy z moich rowerów kupiłem w celach wyłącznie użytkowych, by szybciej się przemieszczać po mieście — tym w którym mieszkam i sąsiednich, np. po Warszawie. Szybko się okazało, że jeżdżenie na rowerze sprawia mi przyjemność, więc po roku kupiłem rower przeznaczony niemal wyłącznie do sprawiania sobie przyjemności, dobrze wyposażoną tanią szutrówkę Romet Boreas 2. Ten aspekt był również bardzo ważny przy zakupie kolejnego roweru. Przy okazji odkryłem że sprawia mi przyjemność dłubanie, więc plusem okazała się okazja do podłubania przy nim (oraz to, że łatwo się poddaje przeróbkom, a przy tym nie jest jakoś bardzo drogi). Zachęcająco również brzmiały recenzje tego roweru, jako bardzo stabilnego i spokojnego w prowadzeniu połykacza kilometrów, bo jakkolwiek Boreysza jest przyjemnościowym połykaczem kilometrów, to spokojny w prowadzeniu nie jest, a w rozmiarze XL geometrię ma dość sportową. Tym razem też liczę na solidny ładunek przyjemności i dobrej zabawy z jazdy, niezależnie od zabawy podczas dłubania przy nim.

Żeby było w pełni fun, to rower dostał już imię: Trabant.