Szmaty od majfrenda

Opublikowano: 22.10.2023

Ostatnia modyfikacja: 07.02.2024

aliexpress

ciuchy

decathlon

madeinchina

rower

tanio

Jak każdy miłośnik roweringu szybko odkryłem, że jest to droga zabawa — najpierw wydaje się się niebanalną kwotę na rower, a potem wszystkim się wydaje że człowiek sra pieniędzmi bo przecież stać go było na rower, więc wyceniają swoje wyroby jak gronostaje i brylanty. Stąd też wynikła potrzeba znalezienia sposobu na optymalizację kosztów, bo lada chwila pójdę z torbami.

Body of water

Już pierwszy zakup spodenek i koszulek we francuskim markecie sportowym zakończył się bólem portfela, a przez całą drogę ze sklepu do domu mój wewnętrzny Żyd łkał cichutko. Wydałem 200 zł na 2 komplety najtańszych spodenek i koszulek, a to był dopiero początek, bo potrzebowałem jeszcze co najmniej kilka innych rzeczy: koszulki z długim rękawem, spodenki krótkie i długie na szelkach, a co dopiero myśleć o tym, że jesienią też chciałbym pojeździć, więc będę potrzebował kilka cieplejszych ciuchów?!

Przypomniałem sobie, że kilka lat wcześniej kupowałem w Chinach odzież rowerową dla mojej ówczesnej partnerki i ona w sumie była z tych produktów całkiem zadowolona. I nawet całkiem ładnie one wyglądały. A któregoś dnia na trasie spotkałem innego rowerzystę w spodenkach jednego z lepszych chińskich brandów i też postanowiłem spróbować.

How can I help you my friend?

I tu na scenę wkroczył pan Chińczyk cały na biało i rozłożył swój stragan w serwisie Aliexpress.

Co potrzeba mój przyjacielu, komplet spodenki na szelkach + koszulka? 70 zł za krótkie, 100 zł za długie. Patrz jakie żywe kolory, takie jak lubisz, jaskrawy zielony z białym i czarnym, a nie jak te czarne stroje zakonnic z francuskiego marketu. Zmierz kilka swoich wymiarów i dobijemy targu. A może chcesz 2 komplety, drugi z jaskrawym czerwonym? A nie potrzebujesz ocieplanych? 120 złotych po starej znajomości, wybierz kolor, może taki z motywem Giro d’Italia? Co, jaka licencja? Jeździsz w licencji czy w ubraniach? No.

A to dopiero początek, bo tak jest dokładnie ze wszystkim. Za 40 zł możesz mieć 2 pary podstawowych skarpetek marki własnej francuskiego marketu, albo 8 par od majfrenda, z logiem do złudzenia przypominającym znak towarowy pewnej włoskiej firmy produkującej obuwie. Za 80 zł możesz w tym samym markecie kupić jedną podkoszulkę termoaktywną, albo poczekać 2 tygodnie na 4 sztuki z Chin.

To samo jest z drobnymi akcesoriami, takimi jak uchwyt do nawigacji, oświetlenie, owijki, torebki. Czy będzie z tego wstyd? Nie będzie, bo dokładnie te same rzeczy kupuje się w polskim serwisie aukcyjnym za 2-3x wyższą kwotę. Można się zastanawiać, czy warto jest na szwank wystawiać osobiste bezpieczeństwo i kupować na przykład kask (ja chyba bym jednak się nie zdecydował), ale zarówno jeżeli chodzi o pierdółki, jak i o szmaty, to zdecydowanie warto rozważyć zakupy w Chinach.

O częściach zamiennych do roweru zapewne pojawi się jeszcze jakiś wpis, bo z dalekich Chin już do mnie jedzie blat 46T do korby na wymianę za obecny 50T, a jeżeli zdecyduję się wymienić zaciski hamulcowe na hybrydy mechaniczno-hydrauliczne, to na pewno będę miał więcej przemyśleń.

A nie jest to szmelc?

Jak to ze wszystkim, czasem jest, czasem nie jest. Trzeba uważnie oglądać każdą rzecz przed zakupem i czytać opinie innych użytkowników. Niektóre brandy są lepsze od innych i szansa na wtopę jest mniejsza — ale chyba nigdy nie jest zerowa. Zdarzyło mi się kupić na przykład skądinąd polecane neoprenowe ochraniacze na buty, które pomimo deklarowanego rozmiaru 45-47 nie mieściły się na buty rozmiaru 46, czy koszulkę która okazała się mieć jednocześnie za krótkie rękawy i za szeroki tors dokładnie o te 2-3 cm różnicy, o której każdy majfrend pisze na stronie oferty. Tymczasem większość tego, co kupiłem spełniła moje oczekiwania co do jakości, niejednokrotnie przewyższając jakość towaru z taniej oferty francuskiego marketu.

Nie mam za to materiału, żeby porównać jakość generycznych produktów chińskich do wyrobów marek uznanych producentów i patrząc na ceny zapewne nigdy nie będę miał, bo coś mnie powstrzymuje przed wydaniem 350 zł na koszulkę z krótkim rękawem, choćby nie wiadomo jak premium brand to był (za 350 zł to będzie najniższa półka premium brand lub produkt firmy aspirującej). Niektórzy ludzie mawiają, że lepiej jest mieć mniej za to lepszej jakości, ale jest jeszcze czynnik przyzwoitości. Dobra jakościowo odzież rowerowa nie musi być oszałamiająco droga, vide produkty polskiej firmy Stanteks (mam kilka różnych koszulek i spokojnie polecam, chociaż spodenek już raczej nie, a to z powodu marnej wkładki), jednak podobnych przypadków jest jak kot napłakał, więc albo jesteśmy skazani na marki aspirujące oraz premium brands, albo znośne ciuchy w kolorze pogrzebowym z francuskiego marketu, albo… No właśnie. Import z Chin, kuszący, choć obarczony pewnym ryzykiem.

Tanio i dobrze, tak ma być.

Powyższe przemyślenia dotyczą tylko ciuchów i w mniejszym zakresie drobnych akcesoriów. Moje wcześniejsze doświadczenia z pochodzącą z Chin generyczną elektroniką każą mi zachować wyjątkowy dystans zarówno wobec prostych urządzeń, jak oświetlenie, jak i bardziej skomplikowanych, jak liczniki rowerowe, bo bardzo często zdarza się, że podawane parametry nijak się mają do rzeczywistości, co też widziałem niejednokrotnie w recenzjach np oświetlenia (deklarowany strumień świetlny i pojemność baterii). Do tego w licznikach dochodzą błędy arytmetyki w programach i mała dokładność lokalizacji GPS.

Przy okazji, francuski market sportowy napisał mi, że dostawa mojego nowego roweru opóźni się o dodatkowy tydzień albo i więcej (z pierwotnych 13 dni). Poczułem się jak w roku 2021.

Ffs?!

Niezbyt pociesza mnie fakt, że dostępność tego modelu w wybranym przeze mnie kolorze jest słaba we wszystkich ościennych krajach, no ale nie pali się, mam całą zimę na ćwiczenie cierpliwości.