Wojna kultur

Opublikowano: 14.07.2020

Ostatnia modyfikacja: 07.02.2024

2018

historia

newbury

Dziś będzie o wojnie kultur. Kultury robienia zakupów w sposób kontynentalny z kulturą robienia zakupów w sposób brytyjski.

O sposobie kontynentalnym nie ma co się rozpisywać, bo każdy to robi na co dzień - Żabka, Biedronka, Carrefour/Auchan/Kaufland czy co tam po drodze, w kolejności jak często się tam zagląda. Każdy ze sklepów ma swoje przeznaczenie, a dodatkowo od dzwonu można wpaść na targ, ale to już wymaga poświęcenia, czy to mentalnego (targ w mieście), czy wyjątkowo mentalnego (targ na wsi). Wszystko jest poukładane i zagęszczenie sklepów odpowiada temu, jak często ludzie w nich robią zakupy.

W Wielkiej Brytanii nic nie jest prosto. Wiedzą to wszyscy, dlatego są dla siebie super uprzejmi w codziennych sprawach. Wielka Brytania to kraj uciążliwej walki z chaosem, której nie sposób wygrać, bo ośrodków generujących chaos jest więcej niż można sobie wyobrazić. Pewnie dlatego Brytyjczycy tak dobrze czują się w Grecji, a Grecy traktują ich jak niewyżytych bałaganiarzy. Bo grecki chaos jest odzwierciedleniem porządku wszechświata, który wymaga zadumy by w końcu go dostrzec, a brytyjski chaos wynika z tego, kim są brytyjczycy XXI wieku - zbieraniną przypadkowych imigrantów, którzy jedyne co mają wspólne to śmietnik, fast-fudowy coffee shop oraz szefa, który też często nie do końca jest brytyjczykiem z dziada pradziada.

Ten pierdolnik z daleka wygląda słodko, bo oto tak z chaosu wykuwa się rzeczywistość w której ludzie chcą żyć, ale tak jak od dziecka rodzice wpajają że porządek jest dobrą rzeczą, tak w Wielkiej Brytanii ten zapał do porządkowania rzeczywistości i czynienia jej przewidywalną - a przez to łatwiejszą do zniesienia na co dzień - znika nagle po zamknięciu drzwi od własnego mieszkania. Chaos i Wu-Te-eF narasta wraz oddalaniem się od uporządkowanych czterech ścian i na ulicy już wybucha z pełną mocą. Do wieczora trzeba się będzie zmagać z chaosem. Zupełnie bezsensownym chaosem, którego można uniknąć kosztem zbliżonym do zera. No ale wtedy walka i zwycięstwo byłyby znacznie mniej wartościowe.

Przejawiem tego pierdolniku-bez-sensu są brytyjskie sieci sklepów. Rzecz, z której brytyjczycy są ogromnie dumni, niektórzy nawet bardziej niż z NHS, a która dla nas, ludzi patrzących przez okulary wieków pokrętnej historii Polski jest niczym więcej, niż zajęciem Moskwy. To było dawno, ci których wtedy pokonaliśmy od wieków śmieją się nam w nos i czasem robią z nami co chcą, a zazwyczaj są tego bliscy. Tesco Megastore to jest właśnie takie rozkoszowanie się tym, czym moglibyśmy być, gdyby nie Niemcy z tymi swoimi Aldi i Lidlami, w których od otwarcia do zamknięcia są tłumy, parkingi są pełne, a towary leżą tam, gdzie człowiek z kontynentu spodziewa się je znaleźć. Przy Tesco parking jest ogromny, ale w połowie pusty, bo połowę zajmują miejsca dla różnych “uprawnionych” - 3 miejsca dla policji, po 1 dla strażaków i służb medycznych, 20 miejsc dla rodzin z dziećmi i 20 dla inwalidów. Dla wszystkich pozostałych jest 50, dzielone z jeszcze jednym marketem obok.

To co się rzuca w oczy po wejściu do środka to jest przestrzeń. W tym sklepie można jeździć na wrotkach, tyle jest tam wolnego miejsca (oczywiście nie wolno, tak samo jak nie wolno wchodzić w kaskach ochronnych - ale dlaczego dlaczego to już nie wiem). Alejki między półkami są szerokie jak Prospekt Lenina w Moskwie. A na półkach dokładnie to samo, co w o wiele mniejszym Tesco Metro, takim sklepiku wielkości Biedronki i to raczej z tych mniejszych. Chaos za to w obu jest na taką samą skalę.

“Bo ja proszy pani poczybuję kupić jajki” - w końcu po 10 minutach szwendania się po tym megastorze podchodzę do jakiejś biednej kobieciny przy nabiale i próbuję się dowiedzieć gdzie te moje ostatnie na liście zakupów twelve large free range eggs spoczywa. “Tu ich nie ma”. No oczywiście że ich tu nie ma, byłem tu już dwa razy, pytam gdzie one są? “Nie wiem, muszę zapytać kierownika”. O żesz ty, sam bym do tego kierownika poszedł jakbym wiedział że tylko on zna tę tajemnicę, ale grzecznie poczekam oglądając na sąsiedniej półce z produktami polskimi pełną kolekcję chińskich zupek z Radomia. Mam poczekać jeszcze chwilę, zaraz przyjdzie kierownik i mnie zaprowadzi. A nie mogła zapytać i mi po prostu powiedzieć że tu albo gdzieś tam? O, nie, to by było niezgodne z zasadami dbałości o satysfakcję klienta a oni bardzo dbają o satysfakcję klienta. W końcu po 15 minutach bezskutecznych prób znalezienia moich upragnionych 12 jajek oraz czekania na wysokie instancje zostaję zaprowadzony w jakiś kąt między zamrożonym pieczywem i mopami, gdzie leżą sobie jajka. Dziękuję pani bardzo, doceniam pani starania, była pani bardzo pomocna, jeszcze raz dziękuję. Ale proszę mi powiedzieć dlaczego akurat tu, a nie tam gdzie jest nabiał lub inne produkty na śniadanie? No tak widzę że pytanie za trudne, więc jeszcze raz dziękuję i idę wreszcie do kasy.

I tak jest ze wszystkim. Jeżeli myślicie że rację miał Kisiel mówiąc, że komunizm bohatersko zmaga się z przeciwnościami nie znanymi w żadnym innym ustroju, to Wielka Brytania jako uczeń wiele razy już przeskoczyła mistrza w tej swojej codziennej walce z problemami, których gdzie indziej zwyczajnie nie ma.