Tesco Value

Opublikowano: 24.07.2020

Ostatnia modyfikacja: 07.02.2024

2018

historia

newbury

Gdy w lipcu okazało się, że znowu czeka mnie kilkutygodniowy wyjazd do Wielkiej Brytani to od razu przyszło mi do głowy kilka rzeczy, o których pomyślałem z nieskrywaną przyjemnością, a jedną z nich było full english breakfast.

Jestem wielkim fanem angielskiego śniadania, ogromnym. Jajka, kamberlandy, bekon, fasolka, kartoflaki, zapieczony pomidor, tosty, ewentualnie mogą być jeszcze pieczarki, ale niekoniecznie, bo nie do końca mi pasują. W ogóle najlepsze full english jakie zdarzyło mi się w życiu jeść było bez pieczarek, w dodatku przyrządzane przez Hiszpana w nieczynnej już hiszpańskiej grillowni w londyńskim Bayswater - tego nie zapomnę nigdy. I pomimo że fasolkę Heinza można dostać w każdym większym sklepie, to jednak jest ona tylko pierwszymi skrzypcami bez reszty orkiestry - może i ładnie grają, ale przy samych pierwszych skrzypcach nie potańczysz.

Wybrałem sobie B&B na zadupiu kierowany komentarzami, jakie to dobre śniadania tam są, że och i ach i w ogóle. Nic to że do fabryki miałem stamtąd dobre pół godziny z buta, damy radę bo śniadania, ach śniadania! No i wreszcie mam to moje english na talerzu i zaczynam się rozglądać, kto mógł mi zwędzić połowę, ale widzę że inni dostali również połowę… No ok, nie ma co płakać, trzeba jeść. Ciach kiełbaskę i w sos od tej fasolki, ale coś mi nie pasuje, niby kamberland jak kamberland, o tradycyjnym smaku mielonej tektury, ale ten sos coś nie halo. Jakiś kwaśny, wodnisty, fasolka też tylko wygląda ok, bo niektóre z nich twarde jak kamulce. Kto zepsuł fasolkę? Kto zepsuł śniadanie?!

Fast forward do września, ponownie jestem w Newbury, tym razem na znacznie dłużej. O ile jakieś 10 dni mogłem przeżyć na kanapkach z Tesco zjadanych w pośpiechu przed pracą, to teraz czekało mnie prawie 2 miesiące i sytuacja wymagała już normalnych śniadań. Nie da rady, trzeba będzie wstawać trochę wcześniej i obsłużyć się samemu. Pół godziny walki z chaosem w Tesco w drodze z pracy i zebrałem co trzeba na full english, choć drugą najlepszą rzecz po fasolce czyli kartoflaki musiałem sobie darować - nie miałbym jak ich przyrządzić w moim hotelu robotniczym. Ale myszkując między półkami w poszukiwaniu jajek mój wzrok zatrzymał się na sześciopaku fasolki Tesco Everyday Value za jakieś marne grosze i wtedy zrozumiałem kto zepsuł fasolkę. Przy okazji, wiecie że ta sama fasolka Heinz w Polsce kosztuje 2x tyle co w UK?

Tesco Everyday Value. Niegdyś szeroko znane jako Tesco Value. Piwo pod tą marką to było coś tak obrzydliwego, że nawet żule go nie kupowali i woleli Junaka z Carrefoura. Wzruszyłem się widząc je w Tesco w Newbury, nawet kraj pochodzenia wskazywał, że jest to dokładnie ten sam zajzajer - Made in Poland for Tesco International. Wzruszyłem się, ale nie uroniłem łzy, wiedziałem czego się spodziewać. Nie wiedziałem natomiast czego mogę się spodziewać po bekonie Tesco Value i po kamberlandach Tesco Value. I dowiedziałem się tego następnego dnia rano.

Budzik rano, ja w skowronkach, patelka na płytę, na patelkę dwa kamberlandy i dwa plastry bekonu, fasolka do rondelka, jajka, chleb i masło w pogotowiu, dobra nasza, najem się tak, że ho ho ho! A na patelce bekon zaczyna wypuszczać jakiś biały glut, o skubańce, 15% wody! Czar pryska, rozum i godność człowieka cierpią, bo jest wtorek a targ dopiero w sobotę. Ze zgryzoty zjadam obie porcje fasolki i jestem bardzo, bardzo niezadowolony z Tesco Everyday Value.

Spoiler - bekon z targu, rzekomo “od chłopa”, okazał się takim samym szmelcem jak ten z Tesco. Tak że miejcie się na baczności.