Newbury

Opublikowano: 10.07.2020

Ostatnia modyfikacja: 07.02.2024

2018

historia

newbury

Newbury to bardzo przyjemne miasto dla kogoś, kto potrzebuje tylko w nim mieszkać i pracować.

Nie ma wielkiej historii, za którą mieszkańcy by tęsknili, ani nie poniosło wielkich strat w wyniku zawieruch ekonomicznych jakim podlegała Wielka Brytania, bo nie miało czego stracić. Po prywatyzacji kolei położenie mieszkańców pogorszyło się znacznie, bo jedyne “większe” miasto z jakim Newbury ma bezpośrednie połączenie, to Reading. Raz dziennie o Newbury zahacza autobus z Heathrow i raz dziennie na Heathrow jedzie stąd autobus. Nie da się co rano wsiąść w pociąg i w godzinę dojechać na Paddington, jak to jeszcze parę lat temu GWR zapewniało. Przemysł hi-tec w Wielkiej Brytanii opiera się głównie na imigrantach z Azji, więc to przede wszystkim oni wędrują co rano wzdłuż rzeki Kennet lub London Road do Newbury Business Park. Wędrują, bo autobusy miejskie jeżdżą z nikąd do nikąd, ale tu przecież nigdzie nie jest daleko, no chyba że z siedziby Vodafone, ale oni mają własne autobusy. Reszta popyla na piechotę.

Po 3 tygodniach na trasie wzdłuż rzeki z widzenia znam wszystkich, i tych co idą do Business Parku, i tych co na rowerach zasuwają w drugą stronę z Thatcham. Z Azjatami nie pogadasz, ale ten gość co robi w Tesco na Northbrook Street zatrzymuje się przy śluzie na rzece jak jakaś łódź płynie i też się cieszy jak dziecko. Mówi że zawsze marzył żeby mieć łódź ale wiesz, 40 grandów za łódź i co roku drugie tyle na utrzymanie to trochę za dużo. W zeszłym roku już był blisko, ale samochód mu się spiździł tak, że musiał kupić nowy. Nie do końca skumałem, ale chyba mu się tłok z zaworami spotkał jak mu pasek rozrządu pękł. Gadka-szmatka.

Z ludźmi idą tu głównie takie gadki-szmatki, i jest tego naprawdę dużo, z każdym. Azjatów rano nie nagabują, bo wiadomo że się spieszą, ale biały o 8 rano to już jest powód żeby rzucić “oi boss, how’s going” i weź się nie zatrzymaj na parę minut, żeby wymienić typowe grzeczności, że jak zwykle ch*jowo, że pogoda nie do zniesienia i znowu ktoś nasrał w przejściu podziemnym pod rondem. Jak wracam z fabryki to już wszystkie warsztaty i myjnie na Mill Lane już są pozamykane i przynajmniej idzie szybko.

Z Mill Lane przez rzekę kładką obok przystani i koło mostku przy śluzie albo się spotkamy z gościem z Tesco i postoimy chwilę patrząc jak jakaś łódź przepływa, albo tylko sobie machniemy i każdy sunie do swojej fabryki i swoich problemów, o których nawzajem nie będziemy sobie opowiadać, bo i tak żaden z nas by nie zrozumiał.

Kawałek dalej jest już wejście na parking przy Pound Stretcher i ichnim Leroju, nie pamietam jak się nazywa. Leroja otwierają o 9, ale już pół godziny wcześniej ekipy rem-bud w vanach oczekują na otwarcie. Dalej podlegający akurat rozbiórce pub The Narrow Boat i koniec, fabryka. Do zobaczenia za 9 godzin.