Python 3.7 na Debianie 8 (Jessie) z pełnym SSL

Ten post został napisany ponad 2 lata temu, do wszystkich porad technologicznych w nim zawartych lepiej będzie podejść z dużą rezerwą, bo bardzo możliwe że tego rodzaju informacje są już nieaktualne.

Opublikowano: 24.12.2018

Ostatnia modyfikacja: 07.02.2024

arm

linux

python

sbc

ssl

Jakkolwiek wszyscy dobrze wiedzą, że Debian Jessie to jest staroć i w ogóle nikt go nie używa, to czasem jest potrzeba odpalić nowego Pythona (3.7 oraz nowszy) na takim archaicznym systemie. Problem jest taki, że ten stary Debian ma stare OpenSSL, z którym Python 3.7 nie gada. Nie ma rady, trzeba sobie zmielić nowe libssl i nowego Pythona.

Jak to zwykle w internecie, na ten temat można znaleźć pińcet recept, każdy z autorów zarzeka się, że tylko jego sposób działa, a wszyscy pozostali to hochsztaplerzy. Tymczasem na świeżo mogę napisać, co działa na Armbianie Jessie z jądrem 3.4. Obie zabawki budowane były na miejscu, czyli na komputerku klasy SBC z procesorem Allwinner H3 i 512MB RAM. Decyzja o budowaniu na miejscu zapadła jak zobaczyłem jakiej gimnastyki wymaga budowanie krzyżowe Pythona, np. na x86_64 dla ARMv7. Tak że jakoś przeżyjemy. Jak również spróbowałem zbudować sobie zarówno OpenSSL 1.1.1, jak i LibreSSL 2.9.0 - ostatecznie wybrałem to drugie. Proces budowania jest jakiś taki normalniejszy. LibreSSL trzeba sobie pobrać z release tag na GitHubie z repo portable.

No to jedziemy - trzeba sobie ściągnąć i rozpakować źródła w bezpiecznym miejscu, oraz zadbać o podstawowe zależności, czyli build-essential. Dodatkowo LibreSSL będzie potrzebowało libtool. Do Pythona to już co kto będzie potrzebował, rozsądne minimum to libsqlite3-dev. Zaczynamy jednakowoż od LibreSSL:

./autogen.sh

Po chwili autotools przygotuje wszystko co trzeba do konfiguracji i budowania, a teraz przychodzi moment bardzo ważnej decyzji - trzeba wybrać prefix instalacji. Może jestem zboczony, ale takie rzeczy u mnie lądują w /opt, przede wszystkim po to, żeby łatwo było się ich pozbyć. Czyli:

./configure --prefix=/opt/libressl-2.9.0

Po paru minutach już można sobie zacząć budować to libssl, a że maszyneria to słabizna, w dodatku z wyjątkowo podłym sterowaniem częstotliwością rdzeni, to trzeba z wolna i z ostrożna:

screen -dmS libressl-build sh -c 'make -j3 -l2; exec bash'

Tylko z pasywnym chłodzeniem (aluminiowy radiator na procesorze) więcej się nie da. Próbowałem wielu kombinacji parametrów -j i -l, i dopiero ta nie powodowała przegrzania procesora; udaje się utrzymać temperaturę do 75°C. Więcej jednego lub drugiego i w trakcie budowania będzie reboot, a chyba nie o to nam chodzi.

Jak już się LibreSSL zbuduje, to czas na Pythona. Nie pamiętam ile razy próbowałem na ARM zbudować sobie wersję z włączonym LTO, ale za każdym razem budowanie kończy się memory error, więc jedyne co pozostaje to --enable-optimizations. Ale to jest prościzna, natomiast większym problemem jest jak tego naszego Pytonga pożenić z kastomowym eseselem? Skrypt konfiguracyjny ma opcję --with-openssl gdzie można podać ścieżkę do własnego libssl, ale to jest jakby za mało. Za mało, bo jakkolwiek Python się zbuduje, to się nie wykonają testy, bo linker nie znajdzie libssl. I tu z pomocą przychodzi RPATH. W skrócie opcja ta umożliwa linkowanie bibliotek ze stałego położenia, innego niż wskazane w /etc/ld.so.conf, jak również podawanego w  LD_LIBRARY_PATH. Żeby nam to zadziałało, trzeba to przekazać w zmiennej LDFLAGS ale jako opcja dla linkera, więc w trochę pokręconej formie:

export LDFLAGS="-Wl,-rpath,/opt/libressl-2.9.0/lib"
./configure --prefix=/opt/python-3.7.1 \
            --enable-optimizations \
            --with-openssl=/opt/libressl-2.9.0
screen -dmS py371-build sh -c 'make -j3 -l2; exec bash'

Po jakichś 2-3 godzinach powinno być gotowe. Jeżeli jednak procesor się przegrzał i nastąpił reboot, to trzeba wyczyścić katalog z artefaktów i całe budowanie rozpocząć od nowa - taka uroda PGO.